Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji była zielona sałata, którą codziennie przynosił swojemu szaremu chomikowi. Kiedyś skrawek sałaty wypadł z chomiczej klatki na szary dywan leżący na szarej podłodze. Szary człowiek zdziwiony zapatrzył na na niego. Postanowił, że przestanie kupować zapakowane w szarą folię porcje jedzenia, które odgrzewał z mikrofalówce. Poszedł na targ i szybko z niego uciekł. Wielobarwność warzyw raniła jego oczy. Po chwili wrócił i z pierwszego straganu zakupił marchewkę, pomidora, selera i paprykę. Wrócił z nimi do domu i porozkładał je na dywanie, a potem na stolikach i blatach, a nawet na łóżku. Zaniósł je do kuchni, a potem poszedł do pokoju i zdjął szare okładki ze wszystkich książek.
I tak stopniowo krok po kroku, dzień po dniu, wprowadzał kolor do swojego życia. Jadł kolorowe potrawy, czytał książki w kolorowych okładkach. Na bazarze kupił kolorowy dywan. Zaczął kupować sobie różnobarwne koszule i płaszcze. Zakochał się w kolorowych szalikach.
Dalej lubił szary kolor, ale lepiej się czuł, gdy przełamywał go innymi barwami.
Jego sąsiedzi początkowo przyglądali mu się z dezaprobatą, potem ze zdziwieniem, a następnie zaczęli go naśladować. Szare miasto zyskało wiele kolorów, szare dni też zniknęły, bo ludzie nie zwracali już na nie uwagi, łapiąc kolorowe chwile radości. Jedyne, co zostało jak dawniej to to, że szary człowiek nadal przynosił swojemu szaremu chomiczkowi zielone liście sałaty.
Autor: Ewa Damentka