Mężczyzna spacerował – 37

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem zauważył stoisko z gorącymi parówkami. Do kupienia była wersja z keczupem i musztardą. Mężczyzna kupił parówki z keczupem oraz herbatę i dalej powędrował brzegiem morza.

Autor: Adam

Latający dywan – 49

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał miejsca do zaparkowania.

A ponieważ unosił się nad ulicami Amsterdamu, wypełnionymi setkami rowerów, nie było to łatwe. Wtem dostrzegł prostokąt.

To był dach gondoli dryfującej przy kanale. Na nim wylądował i to odmieniło jego życie. Tam bowiem czekała na niego piękna syrena z „Baśni tysiąca i jednej nocy”

Autor: Stokrotka

Szary człowiek – 60

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji był czerwony golf, który wkładał pod szary sweter lub szarą marynarkę. Lubił zestawienie szarości i czerwieni, więc korzystał z niego z umiarem. Na tyle rzadko, by nie przełamywać doskonalej szarości swojego życia, swoich dni i całego miasta, a jednocześnie na tyle często, żeby się cieszyć czerwono-szarym zestawieniem. Czasami, żeby nie ranić innych ludzi, zasłaniał szare zasłony, otwierał szarą szafę, wyciągał z niej czerwony golf i zakładał na siebie, żeby cieszyć się jego widokiem na tle szarych ubrań i ścian. Potem zdejmował go i chował do szafy, żeby był gotowy na kolejną przymiarkę. Dzięki temu szary człowiek był mniej szary niż jego znajomi. Tajemnica czerwonego golfa dawała mu pewien luz, którego nie mieli pozostali ludzie. On to zauważył, ale się nie przejmował. Godzinami uwielbiał przyglądać się swojemu odbiciu w czerwonym golfie włożonym pod szarą marynarkę.

Autor: Ewa Damentka

Mężczyzna spacerował – 36

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem zobaczył jak z z jaj wykluwają się małe żółwiki i szybko biegną w stronę morza. Mężczyzna przegonił mewę, która prawie upolowała jednego z nich. Potem złapał dużą gałąź. Machał nią i krzyczał, odstraszając inne ptaki. Gdy zobaczył, że wszystkie żółwiki zniknęły w morskich falach, odrzucił gałąź i powędrował dalej, podziwiając widoki i rozmyślając o niezwykłej przygodzie.

Autor: Ewa Damentka

Natarczywy stukot – 14

Natarczywy stukot wybudzał. Trudno było spać, gdy bladym świtem ptaki dziobały parapet, żeby dostać pożywienie. Kobieta, która wczoraj przyjechała do sanatorium próbowała spać i zasłoniła się poduszką, nasunęła na głowę kołdrę, nie pomagało. Uznała, że poprzednia kuracjuszka pewnie karmiła ptaki i przyzwyczaiła je do darmowej stołówki na parapecie. Zrezygnowana wstała i zrobiła sobie kawy. Łoskot, jaki robiły ptaki dziobiące o parapet, trwał bardzo długo. Na szczęście ucichł wreszcie, a kobieta wróciła do łóżka, żeby jeszcze troszeczkę pospać. Wstała w południe. Zameldowała się w recepcji, żeby dowiedzieć się o czekających ją zabiegach i poszła poszukać sklepu zoologicznego. Miła pani za ladą bez słowa podała się jej olbrzymią torbę z okruszkami chleba i ziarnami. Powiedziała:

– Na kilka dni powinno wystarczyć

– Skąd pani wie, że…

– Że pani tego potrzebuje? Proszę spojrzeć w lustro. Wygląda pani, jakby nie spała pół nocy. Ludzie zwykle wtedy piją kawę, a nie szukają sklepu zoologicznego.

– Te ptaki… – zaczęła kobieta i przerwała, czując ból głowy.

– Te ptaki są naszymi miejskimi terrorystami. Wybrały sobie kilka parapetów i stukają tak głośno, że budzą całe miasteczko. Jednak dla nas brzmią jak dźwięk budzika, a pani chyba miała prawdziwy łoskot.

Kuracjuszka nie odezwała się. Próbowała pokiwać głową, ale szybko zrezygnowała, gdy mroczki zaczęły jej latać przed oczami.

– Proszę usiąść, zaraz przyniosę coś na wzmocnienie.

Kobieta usiadła i już po chwili dostała świeżego rogala i kubek parującego gorącego kakao.

Po kilkudziesięciu minutach wróciła do równowagi i zapytała:

– Czy nikt nie próbował tych ptaków przepłoszyć?

– A próbowali, próbowali. Nawet klatki z kotami wystawiali na parapety.

– I co

– Ptaki nadlatują wielka chmarą i są tak natarczywe, że nawet koty uciekały z parapetów.

– Co więc można zrobić?

– Przed pójściem spać, proszę wysypać karmę na parapet. Przylecą, podziobią, zjedzą wszystko i polecą dalej.

– Nie będą się upominać o więcej?

– Nie będą.

Kobieta zastosowała się do rady. Reszta turnusu przebiegła spokojnie, więc wypoczęta wyjeżdżała z sanatorium do domu. W pokoju zostawiła torbę karmy oraz karteczkę dla swojego następcy lub następczyni.

Może uda się im zapewnić pierwszą spokojną noc – pomyślała, nieświadoma faktu, że każdy z jej poprzedników zrobił to samo. Nie wiedziała, że sprzątaczka, zgodnie z zaleceniem dyrekcji, musiała wyrzucać z pokoju wszystko, co zostawiali wyjeżdżający kuracjusze.

Autor: Ewa Damentka

Latający dywan – 48

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał natchnienia. Chciał znaleźć swoje miejsce na Ziemi. Chciał określić siebie, swoją rolę i zadania w życiu. Potrzebował czegoś, co sprawi, że zechce wylądować w konkretnym miejscu i pokochać ludzi, których tam zastanie.

Kiedy przyglądał się temu miastu, miał wrażenie, że jest dużym mrowiskiem, w którym ludzie wykonują sobie tylko znane czynności. Uderzyła go oczywistość, z jaką poruszali się po ulicach, siedzieli przy stołach, rozmawiali…

Poczuł wkrótce, że to mrowisko zaczyna przypominać mu gobelin, żywą tkaninę przyczyn i skutków, konsekwencji ludzkich działań.

Niezauważalnie zapragnął połączyć się z tą żywą tkanką ludzkich codziennych czynności. Jego ręka sama musnęła brzeg dywanu, a usta wypowiedziały polecenie.

Dywan zaniósł go do jego nowego domu. Domu, który od dawna na niego czekał. W salonie rozłożył się na podłodze pod kominkiem i znieruchomiał. Ani drgnął, kiedy mężczyzna na próbę kazał mu gdzieś lecieć. Mężczyzny to nie zmartwiło, chyba nawet tego oczekiwał, bo już wiedział jak ma żyć. Odnalazł swoją misję, swój czas i tempo. Był zespolony ze sobą i światem. Czuł, że stał się taką „zaradną mrówką” w ludzkim świecie. A właśnie na tym bardzo mu zależało.

Autor: Ewa Damentka

Czerwcowa noc – 95

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na piknik. Tam rozłożyli swoje koce i karimaty, na których usiedli i zajadali przysmaki.

Nagle spadł deszcz, który ich zaskoczył. Jednak nie padał zbyt długo. Mimo to ludzie cieszyli się, że są w tak dużym gronie.

Autor: Sokolik