Był sobie step – 24

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To coś niezwykłego, co zwracało uwagę ludzi i zwierząt.

Autor: Sokolik

Natarczywy stukot – 39

Natarczywy stukot wybudzał. Trudno było spać, gdy bladym świtem ptaki dziobały parapet, żeby obudzić ludzi i przypomnieć im, że nastał nowy dzień. Kto to widział, żeby spać, kiedy słońce już oświetla Ziemię. „budzi się dzień, wstawajcie śpiochy” – taką wiadomość zdawały się wystukiwać ptaki na parapetach domów w całym mieście.

Autor: Ewa Damentka

Szary człowiek – 69

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji był świecący gwizdek, który mężczyzna nosił w kieszeni spodni. Kiedy szarość stawała się nieznośna, wyjmował go i gwizdał. Wtedy przez szarość przebijała smuga światła i dobrej energii, a mężczyzna mruczał z zadowolenia.

Autor: Gwiazdeczka

Był sobie step – 23

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To biały punkt na płótnie, troszkę zapomniany, prawie niezauważalny, a jednak istniejący. Obraz był imponujący, prawie w pełni zagospodarowany. Ta mała biała kropeczka była jedynym dziewiczym jego elementem. W doskonałości dzieła była niezwykła i intrygująca.

Autor: Gwiazdeczka

Mężczyzna spacerował – 54

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem rozpoznał ją. Znał ją doskonale, choć nigdy wcześniej na niej nie był. Obchodził ją dookoła, w końcu usiadł na niej i patrzył z niedowierzaniem. Znał każdą kępkę trawy, każde zagłębienie, każdą grudkę piasku. Znajomy był też powiew wiatru znad morza. Był pewien, że za chwilę zza trawy wyjrzy biały królik…

Nagle zawiał wiatr i porwał za sobą falę przypływu, która zalała plażę i siedzącego na niej mężczyznę. Gdy woda wycofała się, zobaczył u swoich stóp piękną muszlę, dokładnie taką, o jakiej śnił. Podniósł ją i zabrał do domu. Na plażę jeszcze wracał czasami. Polubił to miejsce, Myślał sobie, że miło wiedzieć, że czasami sen splata się z rzeczywistością.

Autor: Ewa Damentka

Był sobie step – 22

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To szczęście, które zamieszkuje w ogromnych przestrzeniach człowieka przepełnionego miłością.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Latający dywan – 61

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał dla siebie noclegu, u rodziny gdzie jest przyjazna atmosfera. Uważał, że pałace to nie wszystko. Najważniejsza dla pasażera było relacja międzyludzka. Zatrzymywał się przed oknem i przyglądał się domownikom . W pewnym momencie zobaczył rodzinę siedzącą przy stole, rozmawiającą ze sobą. Wylądował przed ich domem i zastukał…

Autor:  Anna Olawa

Był sobie step – 21

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To wędrowny mnich, który oddawał cześć Bogu, wędrując przez cały kraj. Docierał do każdego domu, chałupy, chatki czy szałasu, niosąc ludziom tam mieszkającym spokój i dobre słowo… Potem szedł dalej, podziwiając piękno Bożego Dzieła i docierał do kolejnych ludzi. Wędrował tak od wielu lat. Jego domem była Ziemia, a kołdrą Niebo. Zdrowie mu dopisywało, więc miał nadzieję, że będzie wędrował jeszcze przez wiele lat.

Autor: Ewa Damentka

Mężczyzna spacerował – 53

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem usłyszał głos swojej mamy, które zmarła dziesięć lat wcześniej.

– Wreszcie przyszedłeś….

– Mama?

– Czekałam tu na ciebie od dawna…

– Mamo, gdzie jesteś?

– Nie ma mnie już, to tylko moje wspomnienie…

– Czemu na mnie czekałaś?

– Żeby dać ci to, czego nigdy nie chciałeś wziąć…

– Co takiego?

– Moją miłość.

– Co?

– Kochasz siebie?

– Ja…, nie…, nie wiem….

– Proszę weź ją.

Mężczyzna poczuł lekki powiew i ciepło, które zaczęło rozlewać się w jego sercu, a następnie w całym ciele. Poczuł, jak pęka obręcz, która ściskała jego głowę. Wziął głęboki oddech i zaczął płakać.

– Mamo dziękuję…

– Teraz siebie już kochasz?

– Tak, siebie, ciebie, tatę, rodzinę, znajomych i nieznajomych

– Wreszcie – głos mamy był pełen ulgi.

– Czy jeszcze cię usłyszę?

– Jestem z twoim sercu, zawsze byłam…

– Wiem – odpowiedział machinalnie i znowu się rozpłakał.

Siedział na tej plaży bardzo długo. Potem niespiesznie wrócił do hotelu. Kiedy następnego dnia wybrał się na plażę, nie znalazł jej. Uznał, że widocznie już spełniła swoje zadanie. Dotknął ręką okolicy swojego serca i pomyślał” „Mamo, dziękuję, bardzo dziękuję”.

Autor: Brzozowa Bajdulka