Drzewo Życia – 1

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie śpiewały pieśń życia, miłości i pokoju. Pieśń przenosiła się wraz z korzeniami coraz dalej i dalej. Wkrótce korzenie Drzewa Życia obejmowały całą planetę. Ludzie oprzytomnieli. Wojny skończyły się i wszyscy wreszcie zaczęli żyć spokojnie. Równie spokojnie zaczęli rozwiązywać swoje problemy i konflikty wartości oraz interesów. Okazało się, że jest to łatwiejsze, niż wcześniej się im wydawało.

dla Andrzeja napisała Ewa Damentka

Był sobie step – 42

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To mała mrówka ciekawa świata. Chciała ujrzeć jurty rozsiane po stepie jak pieczarki na łące, gdzie każdy zmęczony wędrowiec zostanie uraczony herbatą z masłem i szczyptą soli oraz białym, suszonym serem.

„Może wśród tych pyszności trafi się też gorąca zupa z baraniny” – pomyślała i z radością pokonywała wielką przestrzeń stepu, idąc ku jurtom widzianym w oddali.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Rybak – 28

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył telefon komórkowy. Rozpoznał starą Nokię. Podobny telefon używał kilka lat wcześniej. Postanowił zatrzymać go na pamiątkę. Może jeszcze ktoś się po niego zgłosi.

Autor: Sokolik

Nitki babiego lata – 109

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki. Szczególnie lubił przychodzić tutaj wieczorem pewien mężczyzna, który był już na emeryturze. Przyprowadzał tu swoją wnuczkę i razem oglądali zachody słońca. O tej porze roku, były one szczególnie malownicze.

Autor: Sokolik

Mężczyzna spacerował – 58

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem patrzył na małpy huśtające się na gałęziach drzew lasu otaczającego dziką plażę. Ileż w ich zabawie było lekkości i radości, która udzielała się mężczyźnie. Podskoczył, chwycił za gałąź i, biorąc przykład z małp, zaznał relaksu po dniach pracy, huśtając się jak za dawnych dziecinnych lat.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Rybak – 27

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył wodnika, który srebrnym nożem rozcinał sieć i wypuszczał ryby z powrotem do wody…, a po chwili wraz z innymi wodnikami wskoczył na pokład i wyrzucali do wody wszystkie ryby, które na nim znaleźli.

Rybak przyglądał się temu ze zdziwieniem. Powiedział, że rozumie, że teren jego łowiska jest teraz pod kontrolą wodników. Poprosił ich o wskazanie miejsca, w którym może bezpiecznie łowić i nie wzbudzi ich niezadowolenia.

Jego pokora spodobała się wodnym panom i po krótkim namyśle pokazali mu miejsca, w których nie będą mu przeszkadzać. On zaś obiecał, że już nigdy nie wypłynie na dzisiejsze łowisko, więc ich podopieczni będą bezpieczni.

Porozmawiali jeszcze chwilkę i rozstali się w zgodzie.

Rybak bardzo chciał się podzielić z żoną swoją przygodą, ale musiał poczekać do późnego wieczora, bo okazało się, że ona przeżywała własną.

Kiedy dotarł do domu, zobaczył gęste burzowe chmury nad wioską i ulewny deszcz. Tylko jeden dom był oświetlony słońcem, chmur nad nim nie było, a deszcz go omijał. Był to jego dom.

Gdy zdziwiony wszedł do środka, zobaczył, że żona herbatą i ciastem własnej roboty podejmuje gości – płanetników z chmur zacumowanych nad wioską. Rybak włączył się do rozmowy. Jako gospodarz zapytał, czy może goście mieliby ochotę na kieliszek wina.

Ponieważ rozmowy się przeciągnęły, zrobił talerz kanapek, które płanetnicy z zapałem spałaszowali. Odlecieli późnym wieczorem.

Rybak z żoną popatrzyli sobie głęboko w oczy, usiedli w wygodnych fotelach i zaczęli opowiadać, co się im przytrafiło w ciągu dnia.

Od tego czasu słuchali uważnie ludzkich opowieści i nie wyśmiewali tych, które wydawały się niedorzeczne, niemożliwe, zbyt dziwne by mogły się wydarzyć.

Od tego dnia zyskali też nowych przyjaciół. Płanetnicy wpadają do nich od czasu do czasu na herbatkę, a rybak pływa na stare łowisko po to, żeby porozmawiać wodnikami.

O swoich przygodach nie opowiedzieli nikomu, bo sądzili, że ludzie im nie uwierzą. Pewnie byliby bardzo zdziwieni, gdyby odkryli, ile tajemnych przygód przeżyli również ich sąsiedzi.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Był sobie step – 41

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To… ja…

Wreszcie wyruszyłam w podróż, o której marzyłam od dawna. Rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Ziemia, trawy, góry, niebo…, wielka przestrzeń. Jednocześnie czułam się malutka i bezpieczna. Świat pulsował w swoim rytmie, a ja czułam się jego częścią.

To wrażenie towarzyszy mi i teraz, gdy przeglądam zdjęcia.

Autor: Ewa Damentka

Rybak – 26

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył nieprzytomnego sąsiada Józka. Wyciągnął go z sieci i zaczął reanimować. Kątem oka zobaczył podpływający kuter. Drugi sąsiad, Staszek, krzyczał, że potrzebuje pomocy, bo Józek zasłabł i przed chwilą wpadł do wody. Rybak krzyknął, że już go wyłowił i trzeba dzwonić po pogotowie. Pomoc nadeszła bardzo szybko. Tydzień później Józka wypisano ze szpitala i wszyscy sąsiedzi spotkali, żeby świętować cudowne ocalenie kolegi.

Autor: Ewa Damentka

Nitki babiego lata – 108

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki. Jednak nie czuli tego mieszkańcy pobliskiego osiedla. Za to mieli widok ze swoich okien na rzeczkę i łąkę, więc mogli obserwować co tam się dzieje.

Autor: Sokolik

Latający dywan – 69

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał okazji do zabawy. Obserwował, gdzie można dyskretnie wylądować, wtopić się w tłum gości w pałacu lub ludzi na ulicach i poczuć się chwilę tak, jakby był jednym z nich. Nie znalazł tego, czego szukał, bo poczuł delikatne stuknięcie w krawędź dywanu. Obok niego znajdowało się kilka innych latających dywanów i ciągle dołączały kolejne. Na każdym z nich siedziała jedna lub kilka osób. Wszyscy przyglądali się sobie z zainteresowaniem. Okazało się, że każde z nich myślało, że ma jedyny latający dywan na świecie. Gdy nocą zobaczyli cień dywanu mężczyzny, odważyli się do niego połączyć.

Na znak dany przez mężczyznę, zdecydowali się za nim podążyć. Opuścili przestrzeń nad miastem i polecieli na środek wielkiej pustyni. Tam długo rozmawiali o swoich dywanach i swoich przygodach. Przed świtem wrócili do swoich domów. Wymienili się adresami i obiecali sobie solennie, że będą utrzymywać ze sobą stały kontakt, a od czasu do czasu zrobią wielką imprezę za miastem.

Autor: Ewa Damentka