Rybak – 39

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył małego dinozaura, którego oczy zdawały się mówić: „nie rób mi krzywdy!. Zaopiekuj się mną”. Rybak niejedno widział już w życiu, ale ten widok przeszył jego serce na wskroś.

Autor: Stokrotka

Latający dywan – 75

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał miejsca zbiórki. Dołączył do internetowej grupy posiadaczy czarodziejskich dywanów i dziś miała odbyć się klubowa impreza. Zlot latających dywanów. Mieli wylądować na osłoniętej dużej przestrzeni i udawać, że robią sobie piknik na łące lub pałacowym dziedzińcu. Dość długo obserwował miasto, nie widział żadnego latającego dywanu, tylko sylwetki ludzi z kamerami i aparatami fotograficznymi w rękach. „To jakaś pułapka” – pomyślał i odfrunął w bezpieczne miejsce. Tam zastanowił się, czy cała akcja była oszustwem? Dotąd myślał, że na świecie jest wiele latających dywanów. Teraz ogarnęły go wątpliwości, bo pomyślał, że może jest ich mniej, a może… tylko jego dywan potrafi latać!!! Wrócił do domu i zajrzał do komputera. Na grupie zobaczył wiele zdjęć z imprezy. Ludzie przyszli z kocami, które udawały latające dywany i w ogóle bawili się w udawanie, że je posiadają. ”No cóż, każdy się bawi jak umie” – pomyślał mężczyzna i przestał systematycznie obserwować grupę. Zaglądał tam tylko raz na parę tygodni, żeby sprawdzić, kto doszedł do grupy i oszacować, czy może być właścicielem prawdziwego latającego dywanu. Z czasem zaglądał tam coraz rzadziej, wreszcie zupełnie przestał. A na grupie miłośników latających dywanów co jakiś czas wybucha dyskusja, czy prawdziwe latające dywany są realne, i czy ktokolwiek taki widział lub na takim jechał, w realnym życiu, a nie we śnie.

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 101

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o „Kopciuszku”.

Nagle okno otworzyło się na całą szerokość. Zimny wiatr wraz z padającym śniegiem wpadał do środka. Babcia wstała, podeszła do okna i zamknęła je.

Na zewnątrz panowała już ciemność, lecz leżący na ziemi śnieg, spowodował uśmiech na twarzy kobiety.

Autor: Sokolik

Drzewo Życia – 21

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie tworzyły podziemne labirynty i korytarze, które odsłaniały przed ludźmi uciekającymi przed prześladowcami i prowadziły ich w bezpieczne miejsca, zasłonięte przed prześladowcami.

Kiedyś, gdy na powierzchni długo trwała wojna, Drzewo Życia zbudowało ze swoich korzeni podziemne miasto, w którym ludzie mogli ukrywać się tak długo, jak tego potrzebowali, a drzewo turlało do nich swoje owoce. Były one bardzo pożywne i dawały wszystko co trzeba, by ludzie i zwierzęta byli zdrowi.

Drzewo odsłaniało szeroko wejścia do miasta i swoich korytarzy, gdy wojny i prześladowania się kończyły, a ludzie bezpiecznie mogli wyjść na zewnątrz. Potem znowu zamykało przejścia, gotowe otworzyć je, jeśli zajdzie taka konieczność.

Ludzie darzyli drzewo olbrzymim szacunkiem i nawet drwale nigdy nie podchodzili do niego piłami czy siekierą. Wiedzieli, że Drzewo Życia jest żywicielem i obrońcą i że musi być chronione. A ono rosło i rośnie dalej, a jego gałęzie i korzenie sięgają coraz dalej i głębiej, bo takie jest jego zadanie i jednocześnie przeznaczenie.

Autor: Ewa Damentka

Był sobie step – 52

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To niepozorne indywiduum zwiększało stopniowo swoje rozmiary, aż po pewnym czasie zmieniło się w postać z plecakiem. Pogoda była ładna. Kępy traw z lekka poruszał łagodny i orzeźwiający wietrzyk. Magda wyglądała na zadowoloną. Kobieta w wiosce, nie wyglądającą na miejscową, a wyglądająca na rozumiejącą turystów, powiedziała Magdzie, że nie warto czekać na autobus, który miał być za cztery godziny, a przejść drogę pieszo. Magda posłuchała wskazówki i była zadowolona z dokonanego wyboru. Spojrzała na zegarek. Była w połowie drogi. Na linii horyzontu zaczęły majaczyć kontury przypominające wigwamy. Magda przyspieszyła kroku. Jej postać zagłębiała się w przestwór stepu, aż stała się punkcikiem, który zniknął gdzieś na tle konturów namiotów.

dla Magdy napisał Dżony

Rybak – 38

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył naburmuszonego krasnoludka. Wyciągnął go z sieci. Karzełek otrzepał się i wskoczył do wody. Nie chciał wyjaśnić, co w tej wodzie robił, ale śpieszył się tak bardzo, jakby było to coś ważnego, bardzo ważnego…

Autor: Ewa Damentka

Przy pięknej starej toaletce – 86

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jest na dużej Sali Balowej, gdzie ustawiała się długa kolejka mężczyzn, aby z nią zatańczyć. Bardzo lubiła to robić. Teraz, przypominając sobie swój sen, postanowiła wyszykować się, aby wyglądać jak najpiękniej. Potem wybrała się do pobliskiego klubu. Marzyła o tym, aby poznać tam swoją drugą połówkę.

Autor: Sokolik

Drzewo Życia – 19

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie sięgały do jądra ziemi. Dopóki…, dopóki Szyszko nie zalegalizował wycinki. Następnego dnia przyszedł pan Władek ze swoim szwagrem i sąsiadem i przerobili drzewo na dechy, a potem załadowali na tira i wysłali do Szwecji na meble dla IKEI.

dla Andrzeja napisał Spacerowicz

Był sobie step – 51

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To pomysł na sukces wędrował po świecie, żeby znaleźć osobę, która go wysłucha. Dotąd pechowo trafiał na ludzi, którzy chcieli, żeby sukcesy same do nich przychodziły, bez ich zaangażowania i pracy. Czasami wysłuchiwali pomysłu, czasem nawet się im podobał, ale zwykle uznawali, że nie chce się im go realizować lub zrobią to później. Pomysł na sukces chodził więc od miasta do miasta, od wioski do wioski. Teraz postanowił wybrać się do samotnej jurty. Kto wie, może tym razem zostanie wysłuchany i zrealizowany? Taką miał nadzieję, gdy szedł przez piękny step i podziwiał jego bezkresny majestat.

Autor: Ewa Damentka