Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To byłam ja. Podziwiałam świat, cieszyłam się, że step jest taki olbrzymi. Czułam przestrzeń i woń wiatru. Byłam w pełni sobą i wreszcie miałam tyle miejsca, ile potrzebowałam.
Taka wizja często towarzyszy mi, gdy jadę zatłoczonym pociągiem, metrem, autobusem lub tramwajem. Gdy mijam ludzi na zatłoczonym chodniku i gdy z tłumami ludzi przechodzę na drugą stronę ulicy, na zielonym świetle. Gdy wracam do domu, gdzie za ścianą słuchać głośniejsze rozmowy sąsiadów.
Wtedy wyobrażam sobie ten step i mnie, malutką kropkę, w tej olbrzymiej przestrzeni. Wydaje mi się wtedy, że mogę lepiej oddychać, a ścisk wokół mnie się rozluźnia. Więc wyobrażam sobie dalej. Kiedyś pewnie narysuję tę wizję, żebym często mogła ją sobie przypominać.
Mieszkanka zatłoczonej stolicy
Autor: Ewa Damentka