Iskiereczka spadła z trzaskiem na kamienną podłogę, budząc małego chłopca. Spojrzał na kominek zaspanymi oczami i szybko oprzytomniał, bo w tańczących płomieniach zobaczył różne dziwy. Zupełnie jak w bajeczce, którą opowiadała mu mama. Jak to było? „Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga…”. Tak zaczynała się się ta bajka. Chłopczyk poczuł się, tak jakby sam był Wojtusiem z tej bajeczki, albo jeszcze lepiej, jakby miał własną bajeczkę. Wpatrywał się w płomienie i wsłuchiwał w trzask iskierek. Zasnął ukołysany historią opowiadaną przez tańczące płomienie i myślą, że ma własną bajkę, że jest bohaterem własnej bajki.
Autor: Ewa Damentka