Latający dywan – 11

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał miejsca, gdzie mógłby się rozgościć i być szczęśliwy.

Ujrzał pałac. W nim mnóstwo pokoi pełnych przepychu. Wokół pałacu uporządkowane alejki królewskich ogrodów. Z owego przepychu wymykał się królewski syn. Chodził na długie spacery. Podczas jednego z nich zawędrował do nieznanego zakątka lasu, przez który płynęła rzeka. Siadł na jej brzegu i wsłuchiwał się w szum wody. Szelest liści na drzewach. Śpiew sosnowego lasu i muzykę wiatru. Cieszył go każdy jego podmuch i promień słońca. Śpiew ptaków. Dzięki samotnym chwilom, w kontakcie z przyrodą, zaszła w nim zmiana. Wydoroślał. Dojrzał. I zaczął podejmować się obowiązków księcia.

W czasie owych rozmyślań czuł się podobnie jak pasażer latającego dywanu, który go obserwował. Budziły się w nim pragnienia i marzenia o dalekich podróżach i zwiedzaniu nieznanych zakątków świata.

Autor: Danuta Majorkiewicz