Latający dywan – 15

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał kolegi, z którym urwał się kontakt. Dowiedział się, że zatrzymał się w tym mieście i jest szewcem.

W ciemności dojrzał jego szyld. Nad pracownią było mieszkanie. Wylądował. Z nutą niepewności zastukał. W drzwiach pojawił się znajoma postać.

– Witaj, poznajesz mnie? Jestem Tomek, kolega z ławki szkolnej.

Na twarzy szewca pojawił się uśmiech.

– Wchodź.

Zasiedli przy stole, tyle mieli do powiedzenia. Tomek zaczął opowiadać, jak się zaczęła jego przygoda z lataniem.

– W trakcie studiów poznałem starszego pana, który tkał dywany. Powiedział mi, że one są wyjątkowe i nie dla wszystkich.

Grzegorz dopytuje się z ciekawością:

– A dla kogo?

– Dla dobrych i wrażliwych ludzi, którzy doceniają życie. Staruszek właśnie kończył tkać dywan i zwrócił się do mnie ze słowami: „to dla ciebie niech ci służy”.

Autor:  Anna Olawa