Latający dywan – 27

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał kandydatki na żonę. Może to niezbyt ładnie i szlachetnie wygląda, jeśli mężczyzna podgląda przez okno przebierające się kobiety, on jednak nie mógł się powstrzymać. Szukał kobiety idealnej. Miał nadzieję, że ją prędzej czy później pozna. Jeszcze tylko musiał popracować nad swoją chorobliwą nieśmiałością, bo gdy stawał oko w oko z wybranką, to plątały mu się myśli i język zasychał w gardle. Na razie jednak o tym nie pamiętał. Przyglądał się pewnej piękności, która półnaga prężyła się przed lustrem. Mężczyzna patrzył na nią zafascynowany, nieświadomy faktu, że ona specjalnie go prowokuje. Po prostu, w świetle miejskich latarni, które przebijały ciemność nocy i sięgały naprawdę daleko i wysoko, kobieta doskonale widziała mężczyznę siedzącego na dywanie. Doskonale wiedziała, że to właśnie jej przygląda się z dużym zainteresowaniem i czuła, że może to przerodzić się w całkiem ciekawą znajomość

Autor: Ewa Damentka