Latający dywan – 40

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał dawno zaginionego domu, w którym spędził młodość i który dał mu tyle radości. Wtem zadął potężny wicher, który załopotał dywanem i jego pasażerem, rzucając go w odległy i nikomu nieznany, zapomniany zakątek miasta.

Dywan, chcąc, nie chcąc, musiał wylądować, a jego pasażer dzięki temu „przypadkowi” w końcu odnalazł swa zgubę.

Morał z tego taki: czasem największe „przypadki” są w gruncie rzeczy wynikiem przeznaczenia. Albo inaczej: nie ma „przypadków”.

Autor: Jan Smuga