Był sobie step – 21

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To wędrowny mnich, który oddawał cześć Bogu, wędrując przez cały kraj. Docierał do każdego domu, chałupy, chatki czy szałasu, niosąc ludziom tam mieszkającym spokój i dobre słowo… Potem szedł dalej, podziwiając piękno Bożego Dzieła i docierał do kolejnych ludzi. Wędrował tak od wielu lat. Jego domem była Ziemia, a kołdrą Niebo. Zdrowie mu dopisywało, więc miał nadzieję, że będzie wędrował jeszcze przez wiele lat.

Autor: Ewa Damentka

Mężczyzna spacerował – 53

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem usłyszał głos swojej mamy, które zmarła dziesięć lat wcześniej.

– Wreszcie przyszedłeś….

– Mama?

– Czekałam tu na ciebie od dawna…

– Mamo, gdzie jesteś?

– Nie ma mnie już, to tylko moje wspomnienie…

– Czemu na mnie czekałaś?

– Żeby dać ci to, czego nigdy nie chciałeś wziąć…

– Co takiego?

– Moją miłość.

– Co?

– Kochasz siebie?

– Ja…, nie…, nie wiem….

– Proszę weź ją.

Mężczyzna poczuł lekki powiew i ciepło, które zaczęło rozlewać się w jego sercu, a następnie w całym ciele. Poczuł, jak pęka obręcz, która ściskała jego głowę. Wziął głęboki oddech i zaczął płakać.

– Mamo dziękuję…

– Teraz siebie już kochasz?

– Tak, siebie, ciebie, tatę, rodzinę, znajomych i nieznajomych

– Wreszcie – głos mamy był pełen ulgi.

– Czy jeszcze cię usłyszę?

– Jestem z twoim sercu, zawsze byłam…

– Wiem – odpowiedział machinalnie i znowu się rozpłakał.

Siedział na tej plaży bardzo długo. Potem niespiesznie wrócił do hotelu. Kiedy następnego dnia wybrał się na plażę, nie znalazł jej. Uznał, że widocznie już spełniła swoje zadanie. Dotknął ręką okolicy swojego serca i pomyślał” „Mamo, dziękuję, bardzo dziękuję”.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Był sobie step – 20

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To głowa wędrowca spragnionego przygód. Podróżującego konno w kierunku najbliższego miasteczka, w którym zamierza przenocować. Wędrowiec, przemierzając teren, podziwia otaczające go krajobrazy. Czuje się wolny i szczęśliwy. Ma wrażenie, jakby świat mentalnie należał do niego. Jego zasoby, również finansowe, oraz zdrowie pozwalają na spełnianie własnych pragnień. Najbliższe małe miasteczko będzie jedynie przystankiem w jego długiej podróży, pełnej wrażeń i spełnienia.

dla Magdy napisał AMK

Szary człowiek – 68

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji był zapamiętany z dzieciństwa ogród, który wiosną kwitł biało-różowo i dorodnie owocował jesienią. Mienił się kolorami w promieniach słońca i dawał poczucie obfitości. W szarym człowieku obudziła się potrzeba zostania swoim własnym ogrodnikiem.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Był sobie step – 19

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To czarna owca, która miała mnóstwo wolności na szerokim stepie i teraz przez niego szła, próbując odnaleźć w życiu właściwą drogę.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Był sobie step – 18

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To był maleńki owad, który zwiedzał teren. Bardzo mu się tu spodobało i postanowił zamieszkać pod zielonym krzaczkiem. Owad został ciepło przyjęty przez innych mieszkańców.

Autor: Sokolik

Natarczywy stukot – 36

Natarczywy stukot wybudzał. Trudno było spać, gdy bladym świtem ptaki dziobały parapet, żeby wybudzić siostrę i braciszka śpiących smacznie w swoich łóżeczkach. Lubiły się z nimi bawić o świcie, zanim dzieci wychodziły do szkoły. Dzisiaj były widocznie zmęczone, bo nie reagowały na hałas i przewracały się z boku na bok, ani myśląc o pobudce.

Autor: Gwiazdeczka