Latający dywan – 29

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał zaułków w głębi miasta. Dywan szybował mijając wieże minaretów w poszukiwaniu odrobiny światła, dokładnie takiego, jakie Jerzy chciał znaleźć. Wreszcie z ciemności wyłoniło się światło błękitnej lampy miejskiej oświetlającej mały placyk. Na środku placu stała fontanna z pomnikiem, a w głębi majaczyła firanka w otwartym oknie. Wyglądało to zachęcająco i Jerzy zdecydował się wylądować na tym placyku. Zwinął dywan i wszedł do hotelu. Wynajął wygodny pokój i poszedł spać. Rano usłyszał pukanie do drzwi. Obudził się i odsłonił firankę, rzucił okiem na fontannę z pomnikiem. Zbliżył się do drzwi. W drzwiach stała miła kelnerka z poranną kawą i croissantem.

dla Jurka napisał Dżony

Lekkie krople deszczu – 86

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było wędrujące po łące bociany, które szły w rzędzie jeden za drugim. Wszystkie rozglądały się w poszukiwaniu żab. Kiedy jedną zauważyli, chcieli ją zdobyć. Jednak niespodziewanie nadjechał mały elektryczny samochodzik, sterowany przez nastoletniego chłopca. Żabka wskoczyła do niego i odjechała.

Autor: Sokolik

Szary człowiek – 43

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji było akwarium z rybkami mieniącymi się wszystkimi kolorami tęczy. Szary mężczyzna przesiadywał przed nim i godzinami przypatrywał się rybkom – żółtym, szarym, błękitnym, zielonym, czerwonym, złotym, pomarańczowym, fioletowym, różowym, seledynowym, gładkim i nakrapianym. Dosypywał im jedzenia, czyścił systematycznie akwarium i patrzył, patrzył i patrzył. Nawet nie musiał włączać telewizora. Rybki dostarczały mu dokładnie takiej rozrywki, jakiej potrzebował. Rano wstawał wypoczęty, wychodził na szare ulice szarego miasta. Mijał innych szarych ludzi, wchodził do szarego biurowca, oddawał się szarej monotonnej pracy, a wieczorem wracał do domu i spędzał kolejny miły wieczór z kolorowymi rybkami w jego domowym akwarium.

Autor: Ewa Damentka

Syrena – 56

Syrena uważnie przyglądała się rybackiemu kutrowi tarmoszonemu przez wiatr i zalewanemu przez wodę. Zobaczyła, że z łodzi, prosto w spienione fale, wypadła jedna osoba. Spojrzała na swoje siostry. Porozumiały się bez słów i zgodnie policzyły do dziesięciu. Kiedy skończyły, zadziałały, biorąc topielca pod oba ramiona. Jedna trzymała go z lewej strony, a druga z prawej.

Kiedy wypłynęli na powierzchnię, położyły go na pokładzie kutra i szybko zniknęły pod wodą. Wtedy chłopiec obudził się, uśmiechnięty.

Autor: Sokolik

Polną drogą – 88

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył mężczyznę grającego na flecie. Siedział na trawie, w cieniu pod wysokim dębem. Wędrowiec usiadł koło niego i zasłuchał się. Potem wstał, podziękował i powędrował dalej.

Autor: Sokolik

Latający dywan – 28

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał pierścionka zaręczynowego. Dywan obniżył lot nad fontanną w parku. Tam w wodzie błyszczał zagubiony przedmiot.

Autor: Sokolik

Szary człowiek – 42

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji były kolorowe znaczki z różnych miejsc świata, które zwiedził. Miał też ponad dwieście niepowtarzających się widokówek. Każdego dnia je oglądał.

Autor: Sokolik

Latający dywan – 27

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał kandydatki na żonę. Może to niezbyt ładnie i szlachetnie wygląda, jeśli mężczyzna podgląda przez okno przebierające się kobiety, on jednak nie mógł się powstrzymać. Szukał kobiety idealnej. Miał nadzieję, że ją prędzej czy później pozna. Jeszcze tylko musiał popracować nad swoją chorobliwą nieśmiałością, bo gdy stawał oko w oko z wybranką, to plątały mu się myśli i język zasychał w gardle. Na razie jednak o tym nie pamiętał. Przyglądał się pewnej piękności, która półnaga prężyła się przed lustrem. Mężczyzna patrzył na nią zafascynowany, nieświadomy faktu, że ona specjalnie go prowokuje. Po prostu, w świetle miejskich latarni, które przebijały ciemność nocy i sięgały naprawdę daleko i wysoko, kobieta doskonale widziała mężczyznę siedzącego na dywanie. Doskonale wiedziała, że to właśnie jej przygląda się z dużym zainteresowaniem i czuła, że może to przerodzić się w całkiem ciekawą znajomość

Autor: Ewa Damentka