Był sobie step – 55

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To znak zapytania, który przestał się dziwić i postanowił zwiedzić świat. Naiwnie przypuszczał, że w czasie swojej wędrówki będzie spotykał jedynie pozostałe znaki przestankowe i literki z innych alfabetów, czasami samotne, a czasami zebrane w zwojach czy książkach. Zdziwił się, gdy zobaczył miasta, wioski, mosty i drogi, ludzi i zwierzęta, rośliny, drzewa, słońce… Teraz, gdy szedł przez step, podziwiał morze traw, bezkresną przestrzeń stepu i delikatny wiatr. Tańczył z radości i krzyczał, by wyrazić swój zachwyt. Właśnie tu i teraz zdecydował, że zmieni tożsamość. Już nie będzie znakiem zapytania. Zostanie dumnym wyprostowanym wykrzyknikiem, który donośnie oznajmia, że świat jest wspaniały.

Autor: Ewa Damentka

Był sobie step – 54

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To jeszcze nie było wiadome, kto to jest. Kropeczka stawała się coraz większą, a po pewnym czasie okazało się, że była to postać. Wędrownik. Na plecach miał plecak, w ręku kijek, a na głowie chustę. Jaki był cel tej wędrówki? Oto pytanie…

Autor: Anna Olawa

Był sobie step – 53

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To przygoda wybrała się na wędrówkę, bo postanowiła zwiedzić świat. Wybrała się pieszo, bo uznała, że wtedy więcej zobaczy i też pozna świat bardziej dokładnie. Szła właśnie przez step i była zachwycona jego ogromem, wręcz majestatem. Czuła się cząsteczką jego wielkości i była bardzo ciekawa, co jeszcze ją spotka. Na chwilę położyła się na ziemi, wsłuchała się w ziemię, trawy, niebo i poczuła, że jest maleńką kropeczką w środku olbrzymiego wszechświata. Było jej dobrze. Zasnęła i potem wypoczęta ruszyła dalej, ciesząc się z każdego źdźbła trawy, każdej grudki ziemi, muśnięcia wiatru, promyka słońca. Cieszył ją szmer przepływającej w strumyku wody i delikatne brzęczenia owadów. Ogarnęło ją wszechogarniające uczucie, że jest tu i teraz, we właściwym miejscu i czasie. Była szczęśliwa i w głębi ducha sama sobie dziękowała za to, że wybrała się w tę podróż życia

Autor: Ewa Damentka

Był sobie step – 52

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To niepozorne indywiduum zwiększało stopniowo swoje rozmiary, aż po pewnym czasie zmieniło się w postać z plecakiem. Pogoda była ładna. Kępy traw z lekka poruszał łagodny i orzeźwiający wietrzyk. Magda wyglądała na zadowoloną. Kobieta w wiosce, nie wyglądającą na miejscową, a wyglądająca na rozumiejącą turystów, powiedziała Magdzie, że nie warto czekać na autobus, który miał być za cztery godziny, a przejść drogę pieszo. Magda posłuchała wskazówki i była zadowolona z dokonanego wyboru. Spojrzała na zegarek. Była w połowie drogi. Na linii horyzontu zaczęły majaczyć kontury przypominające wigwamy. Magda przyspieszyła kroku. Jej postać zagłębiała się w przestwór stepu, aż stała się punkcikiem, który zniknął gdzieś na tle konturów namiotów.

dla Magdy napisał Dżony

Był sobie step – 51

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To pomysł na sukces wędrował po świecie, żeby znaleźć osobę, która go wysłucha. Dotąd pechowo trafiał na ludzi, którzy chcieli, żeby sukcesy same do nich przychodziły, bez ich zaangażowania i pracy. Czasami wysłuchiwali pomysłu, czasem nawet się im podobał, ale zwykle uznawali, że nie chce się im go realizować lub zrobią to później. Pomysł na sukces chodził więc od miasta do miasta, od wioski do wioski. Teraz postanowił wybrać się do samotnej jurty. Kto wie, może tym razem zostanie wysłuchany i zrealizowany? Taką miał nadzieję, gdy szedł przez piękny step i podziwiał jego bezkresny majestat.

Autor: Ewa Damentka

Był sobie step – 50

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To mała grupka dzieci ze Szkoły Muzycznej ze swymi rodzicami. Przyjechali tu, na daleki step, by wśród jego mieszkańców uczyć się śpiewu gardłowego, poznawać ich kulturę i obyczaje. By potem śpiewem i opowieściami o stepie rozgrzewać serca ludzi i otwierać je na poznawanie krain dalekich i dotąd niepoznanych.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Był sobie step – 49

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To negacja. Ta, która kwestionuje wszystko i wszędzie. Nie pozwala na bycie tu i teraz. Bojkotuje zadowolenie i beztroskę. Bezlitośnie wiąże skrzydła ptakom. Zaprzecza delikatnym uczuciom i śmieje się z przeczuć. Jednak zawsze jest potrzebna do zachowania harmonii i równowagi.

Autor: Gwiazdeczka

Był sobie step – 48

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To wróżka, która przybyła tu z daleka. Szukała swoich przyjaciółek, które gdzieś tu są. Znalazła je na polanie, kiedy leżały na trawie. Wszystkie robiły wianki z kwiatów.

Autor: Sokolik

Był sobie step – 47

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To była teraźniejszość… najważniejszy moment. Ta kropeczka wszędzie, gdzie się pojawiała, przypominała wszystkim o uważnej obecności w tu i teraz. Nie wszyscy ją jednak zauważali, bo trudno było ją dostrzec… Zbyt często się chowała i tylko uważna osoba mogła pobyć w tej chwili ze swoją czarną kropką…

dla Magdy napisał Patisonek

Był sobie step – 46

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To byłam ja. Podziwiałam świat, cieszyłam się, że step jest taki olbrzymi. Czułam przestrzeń i woń wiatru. Byłam w pełni sobą i wreszcie miałam tyle miejsca, ile potrzebowałam.

Taka wizja często towarzyszy mi, gdy jadę zatłoczonym pociągiem, metrem, autobusem lub tramwajem. Gdy mijam ludzi na zatłoczonym chodniku i gdy z tłumami ludzi przechodzę na drugą stronę ulicy, na zielonym świetle. Gdy wracam do domu, gdzie za ścianą słuchać głośniejsze rozmowy sąsiadów.

Wtedy wyobrażam sobie ten step i mnie, malutką kropkę, w tej olbrzymiej przestrzeni. Wydaje mi się wtedy, że mogę lepiej oddychać, a ścisk wokół mnie się rozluźnia. Więc wyobrażam sobie dalej. Kiedyś pewnie narysuję tę wizję, żebym często mogła ją sobie przypominać.

Mieszkanka zatłoczonej stolicy

Autor: Ewa Damentka