Latający dywan – 6

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał swojego dziecka, które podstępem zostało uprowadzone z Zaczarowanej Krainy. Zła czarownica za dnia przemieniała go w zwierzęta i przedmioty, ale nocą jej czas słabł i dziecko powinno przybierać swoją prawdziwą postać.

Wreszcie zobaczył. Rozsypał usypiający środek, który uśpił czarownicę i spłynął dywanem przed jej dom. W środku znalazł swojego synka, a wraz z nim jeszcze kilkoro innych dzieci uprowadzonych z Zaczarowanej Krainy. Wezwał jej Strażnika, który zajmie się Czarownicą, a sam zapakował wszystkie dzieci na swój dywan i zawiózł je do Zaczarowanej Krainy, gdzie czekali na nie ich stęsknieni rodzice.

Autor: Kokoryczka

Latający dywan – 4

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał igły w stogu siana. Tak naprawdę szukał kilku mądrych myśli w otoczeniu wielu setek tysięcy osób. Myśli wymagały przesortowania, a trwało to trochę czasu. Pasażer dywanu wiedział więc, że przez około tydzień każda noc będzie pracowita.

dla Jurka napisał Adam

Latający dywan – 3

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał bratniej duszy mającej w sobie niewielką dozę szaleństwa, by wraz z nim polecieć latającym dywanem ku przygodzie życia.

dla Jurka napisała Danuta Majorkiewicz

Latający dywan – 2

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał bezpiecznego miejsca na lądowanie. Nie miał oczekiwań, poza tym aby bezpiecznie osiąść na ziemi. Był już w wielu miejscach i jak dotąd nie zagrzał w nich zbyt długo. Teraz pragnął osiąść na stałe i zrobić sobie dłuższą przerwę w lataniu.

Autor: Gwiazdeczka

Latający dywan – 1

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał swojego przeznaczenie. Wiedział, że gdzieś, w jakimś domu miał przeżyć coś, co odmieni jego życie Nie chciał tego, bo dotychczasowe życie bardzo mu się podobało. Czuł jednak wewnętrzny przymus, by znaleźć to miejsce, żeby znaleźć się tam w odpowiednim czasie.

Wreszcie znalazł. Zobaczył dom ze swoich snów. Był nieduży i stał na uboczu. Znajdowały się w nim trzy osoby: ojciec, matka i dopiero co urodzone dziecko. Byli w niebezpieczeństwie, bo do domu zbliżała się banda zamaskowanych ludzi z maczetami w dłoniach. Mężczyzna zniżył lot dywanu i wylądował na zamkniętym wewnętrznym dziedzińcu. Wbiegł do wielkiej izby, szepcząc: „chodźcie ze mną, zabiorę was w bezpieczne miejsce”.

Rodzice jednak przecząco pokręcili głowami. Matka podała mu zawiniątko z niemowlęciem, a ojciec powiedział: „zabierz go i wychowaj jak swojego syna. To po niego przyszli. Jego chcą zabić”. Mężczyzna widział niezłomność w ich słowach i postawie, zabrał więc niemowlę i cicho wystartował. Dywan zawisł na bezpiecznej wysokości. Mężczyzna poczuł jednak błagalne i jednocześnie naglące spojrzenie matki i odfrunął.

Dość długo włóczył się po niebie, latając to tu, to tam. Próbował zbierać myśli. Niemowlę spało. Obudziło się, gdy promienie słońca zaczęty pojawiać się na horyzoncie. „Kim jesteś?” – pomyślał mężczyzna Zaraz jednak poprawił się: „To nieważne kim byłeś, teraz jesteś moim synem” i poleciał prosto do własnego domu.

Wylądował na wewnętrznym dziedzińcu. Kiedy wszedł do domu, tuląc niemowlę w ramionach, zobaczył żonę czekającą na niego ze śniadaniem. Nie była zdziwiona, że widzi go z dzieckiem. Powiedziała, że śniło się jej, że znowu będą rodzicami. Zdziwiło to ją, bo już była w wieku, który na to nie pozwalał. Teraz, widząc męża z maleństwem w ramionach, zrozumiała, że sen był prawdziwy.

Przez pewien czas mężczyzna próbował dowiedzieć się czegoś o rodzicach maleństwa. Bezskutecznie. Jednak kiedyś, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, w drzwiach swojego domu zobaczył parę staruszków. Rozpoznał ich, choć oni nie rozpoznali jego. Zaopiekował się nimi. Przyjęli z wdzięcznością jego opiekę. Nawet przywitali się z własnym, dorosłym już synem. Albo go nie rozpoznali, albo nie dali tego po sobie poznać.

Po kilku dniach ruszyli w dalszą wędrówkę. Gdy obserwował ich oddalające się sylwetki, zobaczył, że nadal śledzą ich zamaskowani mężczyźni z maczetami. Mężczyzna pomyślał o staruszkach ze współczuciem i wrócił do swoich zajęć.

Chwilę zastanowił się nad przepowiednią, że wizyta w ich domu miała zmienić jego życia. Rzeczywiście zmieniła, zyskał syna i stracił latający dywan. Odkąd wraz z dzieckiem znalazł się w domu, dywan przestał latać, ani drgnął, gdy na im stawał lub siadał. Kiedyś myślał, że stracił coś cennego.

Teraz jednak, obserwując hordę niebezpiecznych mężczyzn, którzy byli gotowi zabić niemowlę, zrozumiał, że zyskał bezpieczeństwo. Dywan wypełnił swoje zadanie, podobnie jak on. Patrząc na syna, był dumny i cieszył się, że posłuchał głosu intuicji, że zrealizował swoje przeznaczenie.

Autor: Ewa Damentka