Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc wracam do snu, jak go jeszcze pamiętam…
Jadę w nim pociągiem. W przedziale jestem z kilkoma kobietami. Wywiązała się między nami rozmowa o dzieciach i radzeniu sobie z ich usamodzielnianiem się. Dla mnie temat aktualny.
– Jak przeżywasz wyfruniecie syna z domu?
– Na początku było trudno, dom pusty bez niego, nie ma do kogo ust otworzyć. Zawsze jego koledzy byli. I przeprowadziłam rozmowę sama ze sobą – wtrąca słowo kobieta siedzącą naprzeciwko.
– Ja nie potrafiłam znaleźć miejsca, czułam pustkę.
– A ja powiedziałam sobie, że wychowałam syna na samodzielnego i radzi sobie w życiu.
– No tak, a moja córka powiedziała mi wprost „zajmij się sobą”. I tak zaczęłam odnawiać kontakty ze starymi znajomymi. Wyjeżdżam, zwiedzam, trenuję.
– Wiecie, ja to zaprzyjaźniłam się sama ze sobą, przedtem zawsze byłam z dziećmi, zawsze dla dzieci, a teraz robię sobie przyjemności i zauważam swoje potrzeby. Dzieciaki wpadają do mnie, na obiad a nieraz na ciastko. Pogadać, posiedzieć i po prostu opowiadamy sobie co słychać. Tak myślę, że jesteśmy wszyscy zadowoleni. Dzieciaki cieszą się, jak widzą mnie zadowoloną.
– To ja wam powiem, że moje dzieciaki po studiach założyły rodziny. Poprosili mnie o pomoc przy w wnukach.
Sen przerywa budzik, siadam na łóżku i zastanawiam się, jak ja poradzę sobie z wyfrunięciem z domu mojego dziecka. Sen był bardzo na temat. Zapamiętam i wprowadzę w życie niektóre porady.
Autor: Anna Olawa