Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał miejsca, gdzie oświetlenie na dachu układałoby się w kształt imienia przyjaciela. Śpieszył się, bo w dzień pochodnie były słabo widoczne i nie miał szans go odnaleźć. Nareszcie jest szukane miejsce, ujrzy starego druha, kompana z licznych, dalekich wypraw handlowych. Wygada się, poradzi – dobrze jest mieć takiego przyjaciela!
dla Jurka napisała Ela