Latający dywan – 29

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał zaułków w głębi miasta. Dywan szybował mijając wieże minaretów w poszukiwaniu odrobiny światła, dokładnie takiego, jakie Jerzy chciał znaleźć. Wreszcie z ciemności wyłoniło się światło błękitnej lampy miejskiej oświetlającej mały placyk. Na środku placu stała fontanna z pomnikiem, a w głębi majaczyła firanka w otwartym oknie. Wyglądało to zachęcająco i Jerzy zdecydował się wylądować na tym placyku. Zwinął dywan i wszedł do hotelu. Wynajął wygodny pokój i poszedł spać. Rano usłyszał pukanie do drzwi. Obudził się i odsłonił firankę, rzucił okiem na fontannę z pomnikiem. Zbliżył się do drzwi. W drzwiach stała miła kelnerka z poranną kawą i croissantem.

dla Jurka napisał Dżony