Latający dywan – 62

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał natchnienia. Był muzykiem. Marzył o skomponowaniu symfonii pełnej spokoju, harmonii i nadziei. To właśnie czuł, gdy latał nocą na swoim latającym dywanie i z góry przyglądał się ludziom, ich domom i miastom, w których mieszkali. Jeszcze w górze zapisywał nuty w swoim notesie, a nad ranem, gdy wracał do swojego domu, przepisywał je na czysto. Potem, gdy się budził wczesnym popołudniem, siadał do fortepianu i grał, to co skomponował w nocy. Cały dzień przerabiał, poprawiał swoją partyturę, a następnie wyczekiwał kolejnych ciemnych nocy, by spokojnie wypłynąć na swoim dywanie i zanurzyć w doskonalą harmonię nocy, ciszy, bezpieczeństwa śpiących ludzi i świateł sennych miast

Autor: Ewa Damentka