Latarnia morska – 28

Latarnia morska stała na krańcu skalistego cypla wysuniętego głęboko w morze. Jej światło przyciągało moją uwagę. Stałam w oknie hotelowego pokoju. Miałam widok na całe miasteczko i olbrzymią taflę morza. Dziś, w pochmurną, bezksiężycową noc widziałam tylko ledwo migocące światła ulicznych latarni oraz światełka w domach mieszkańców miasteczka. Tworzyły one leciutką łunę, która słabła wraz z gaszeniem świateł w domach. Było coraz później, więc ludzie szli spać.

Morze było ledwo widoczne, wydawało się, że nie ma w nim wody, że jest to bezkresna pustka. Tym, co przyciągało, było właśnie światło latarni. Stała daleko od miasteczka i świeciła mocniej niż jego latarnie. Dawała nową nadzieję i budziła nadzieje dawno uśpione. Przypominała, że światło zawsze da sobie radę, że zawsze znajdzie się jakaś wskazówka, w którą stronę pójść; ostrzeżenie, czego unikać, lub po prostu punkt orientacyjny, który pomoże zorientować się, gdzie jestem.

Autor: Ewa Damentka