Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc nadal leżę w ciepłym łożu. Patrzę w okno, za którym stoi duży zielony dąb. Dzisiejszego ranka przybyło tam wiele ptaków. Słyszałem ich radosny i pełen nadziei śpiew. Słuchając go, przeniosłem się do pięknej krainy snów.
dla Patrycji napisał Sokolik