Leżę sobie spokojnie – 11

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc przykrywam się kołdrą, która zsunęła się na bok. Po chwili do pokoju wszedł chłopiec i spojrzał na mnie. Ja udawałem, że śpię. Słyszałem, jak podchodził, po czym wskoczył na łóżko. Zerwałem się gwałtownie, a chłopiec zeskoczył z łóżka.

– Pójdziesz ze mną dzisiaj na basen? – spytał.

– Tak. Tylko trochę później.

– A kiedy?

– Za godzinę, półtorej…, po śniadaniu.

– Super – rzekł uradowany malec.

Po śniadaniu, spakowaliśmy rzeczy na basen. Rodzice byli w pracy. Wziąłem odpowiednią ilość pieniędzy i wyszliśmy z domu. Poszliśmy parkiem, na skróty. Spotykaliśmy tam wielu spacerowiczów z psami. Jeden z nich nawet przez pewien czas szedł razem z nami. Odszedł dopiero wtedy, kiedy jakaś kobieta zawołała go po imieniu.

Po godzinie pływaliśmy już w basenie. Skorzystaliśmy z jacuzzi i zjeżdżalni wodnej. Tunel był kręty, długi i kończył się lądowaniem w brodziku. Radość mojego brata była ogromna. Moja zresztą też.

Autor: Sokolik