Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc mam jeszcze chwilę, by zanurzyć się w falach miłego, sennego rozleniwienia.
Wiem, że nie powinnam się w nie za bardzo zagłębiać, bo nie usłyszę budzika i zaśpię. Mogę tylko zanurzyć się płyciutko, żeby utrzymać ten stan, gdzieś na granicy między jawą a snem. To czas na rozluźnienie, regenerację, naładowanie baterii, by z uśmiechem wstać z łóżka pięć minut przed dzwonkiem budzika i radośnie, lekko rozpocząć nowy dzień.
dla Patrycji napisała Ewa Damentka