Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc wstałem, podszedłem do drzwi balkonu, aby przewietrzyć pokój. Wyszedłem na zewnątrz w samej piżamie i stanąłem blisko poręczy. Z piątego piętra obserwowałem spacerujących ludzi. Najczęściej widziałem rodziców z dziećmi, którzy odprowadzali swoje pociechy do szkoły i do przedszkola. Widok na pobliski staw był niezwykły. Uważnie obserwowałem krajobraz, jaki miałem okazję podziwiać z balkonu. Czułem delikatny powiew porannego wiatru. Nawet nie słyszałem dzwoniącego budzika, który po pewnym czasie sam się wyłączył.
Autor: Sokolik