Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc dziwi mnie to, że właśnie wtedy zerwał się wiatr, który niósł przemianę. Był dość porywczy, ale wiedział, co robi. Przynosił dobrą zmianę. Wietrzył umysł. Nieznośnie pokazywał lepsze jutro. Był gotów ponieść konsekwencję swojego wiania.
Autor: Gwiazdeczka