Mężczyzna spacerował – 16

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem zobaczył na jej środku wir powietrzny, który z ogromną prędkością kręcił się wokół własnej osi, zasysając z podłoża piasek i wynosząc go wysoko w stronę błękitnego, bez jednej chmurki nieba. W jego uszy uderzył coraz bardziej wzmagający się szum, świst przenikliwy o wysokich tonach. Stanowił on jakby podkład do szeptu wypowiadającego niewyraźnie jakoweś słowa. Mężczyzna stanął jak słup soli, jak żona Lota, gdy uchodząc z rodziną z Sodomy, obejrzała się, aby nasycić wzrok zakazanym dla jej oczu widokiem. Dźwięki wydawane przez wirujące masy piachu wzmagały się, zmieniając w budzący lęk jazgot. Krył on w sobie niczym obrzydliwe wnętrzności odgłosy zderzającego się żelaza, chrapliwe dyszenia, jęki przerażenia i konania oraz dzikie wrzaski zwycięstwa. Nagle wir niczym wąż zaczął pełznąć po ziemi w stronę śmiałka wpatrującego się bezczelnie w niego, a wraz z nim do uszu wędrowca dotarły jedyne zrozumiałe słowa „Zbliża się krąg uciętych rąk”. Mężczyzna upadł na ziemię i stracił przytomność.

Autor: Elżbieta Olejnik