Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do tego klubu. Spodziewała się, że znajdzie się w jakimś pomieszczeniu, więc z zaskoczenia zamrugała oczami, gdy poczuła wiatr we włosach, a pod stopami sprężystą trawę. Stała na łące, dużej, rozległej aż po horyzont. Gdziekolwiek by nie patrzyła, nie mogła znaleźć żadnego punktu, który przyciągałby jej uwagę – drzewa, lasu, domu, czegokolwiek. Tylko trawa, zielona trawa, gdzieś daleko zlewająca się z niebem.
Odwróciła się, żeby nacisnąć klamkę, otworzyć drzwi wejściowe, wyjść i znowu znaleźć się przez Klubem Anonimowych księżniczek.
Nie udało się, bo nie było żadnych drzwi. Tylko trawiasta przestrzeń.
Stała zdziwiona, zaskoczona, nie wiedziała co myśleć, ani co robić. Odruchowo przeszła parę kroków. Potem skręciła w prawo, znowu w lewo i zawróciła, żeby stanąć dokładnie w tym miejscu, w którym znalazła się, gdy weszła przez klubowe drzwi. Tyle, że nie umiała już rozpoznać, co to za miejsce. Sprężysta trawa lekko uginała się pod jej stopami, a potem wracała do pierwotnego stanu. Wyglądała, jakby nikt jej nie zdeptał, nikt tędy nie przechodził. Wybuchnęła płaczem i usiadła na trawie. Potem zmęczona położyła się i zasnęła.
Obudziła się w nocy. Było ciepło, a ona, o dziwo, nie czuła głodu ani pragnienia. Nad nią rozciągało się gwiaździste niebo. Księżyc otulał ją swoim blaskiem, a gwiazdy tańczyły i nuciły kołysankę. Uspokoiła się i pomyślała, że jutro na pewno znajdzie jakieś wyjście z tego świata lub nauczy się w nim żyć. Uśmiechnięta przyglądała się gwiazdom, a one uśmiechały się do niej i dalej tańczyły radośnie.
Gdy zasnęła, kilka gwiazdek spłynęło na ziemię i otoczyło ją, leżącą w trawie. Podziwiały jej urodę, a ich blask rozświetlił również ją. Rozluźniła się i szepnęła: „jutro też będzie dzień”. „Również będzie wspaniała noc, i kolejna, kolejna, kolejne…” – szepnęły gwiazdy. Kobieta uśmiechnęła się i pogrążyła w prawdziwie regenerującym śnie, pierwszym od wielu, wielu lat.
Autor: Ewa Damentka