Był sobie step – 52

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To niepozorne indywiduum zwiększało stopniowo swoje rozmiary, aż po pewnym czasie zmieniło się w postać z plecakiem. Pogoda była ładna. Kępy traw z lekka poruszał łagodny i orzeźwiający wietrzyk. Magda wyglądała na zadowoloną. Kobieta w wiosce, nie wyglądającą na miejscową, a wyglądająca na rozumiejącą turystów, powiedziała Magdzie, że nie warto czekać na autobus, który miał być za cztery godziny, a przejść drogę pieszo. Magda posłuchała wskazówki i była zadowolona z dokonanego wyboru. Spojrzała na zegarek. Była w połowie drogi. Na linii horyzontu zaczęły majaczyć kontury przypominające wigwamy. Magda przyspieszyła kroku. Jej postać zagłębiała się w przestwór stepu, aż stała się punkcikiem, który zniknął gdzieś na tle konturów namiotów.

dla Magdy napisał Dżony

Rybak – 38

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył naburmuszonego krasnoludka. Wyciągnął go z sieci. Karzełek otrzepał się i wskoczył do wody. Nie chciał wyjaśnić, co w tej wodzie robił, ale śpieszył się tak bardzo, jakby było to coś ważnego, bardzo ważnego…

Autor: Ewa Damentka

Przy pięknej starej toaletce – 86

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jest na dużej Sali Balowej, gdzie ustawiała się długa kolejka mężczyzn, aby z nią zatańczyć. Bardzo lubiła to robić. Teraz, przypominając sobie swój sen, postanowiła wyszykować się, aby wyglądać jak najpiękniej. Potem wybrała się do pobliskiego klubu. Marzyła o tym, aby poznać tam swoją drugą połówkę.

Autor: Sokolik

Drzewo Życia – 19

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie sięgały do jądra ziemi. Dopóki…, dopóki Szyszko nie zalegalizował wycinki. Następnego dnia przyszedł pan Władek ze swoim szwagrem i sąsiadem i przerobili drzewo na dechy, a potem załadowali na tira i wysłali do Szwecji na meble dla IKEI.

dla Andrzeja napisał Spacerowicz

Był sobie step – 51

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To pomysł na sukces wędrował po świecie, żeby znaleźć osobę, która go wysłucha. Dotąd pechowo trafiał na ludzi, którzy chcieli, żeby sukcesy same do nich przychodziły, bez ich zaangażowania i pracy. Czasami wysłuchiwali pomysłu, czasem nawet się im podobał, ale zwykle uznawali, że nie chce się im go realizować lub zrobią to później. Pomysł na sukces chodził więc od miasta do miasta, od wioski do wioski. Teraz postanowił wybrać się do samotnej jurty. Kto wie, może tym razem zostanie wysłuchany i zrealizowany? Taką miał nadzieję, gdy szedł przez piękny step i podziwiał jego bezkresny majestat.

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 100

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o „Jasiu i Małgosi”. Niektóre z nich słuchały z wielkim przejęciem. Kilku małych chłopców marzyło o tym, aby znaleźć chatkę z piernika.

Po chwili do pokoju weszła gospodyni, przynosząc na talerzu ciasto i cukierki. Dzieci zerwały się z miejsc i pobiegły do stołu, na którym postawiła smakołyki.

Babcia przerwała swoją opowieść, zanim pojawiła się w niej Baba Jaga.

Postanowiła, że tak będzie najlepiej.

Teraz czas na przerwę. Obserwując dzieci pałaszujące ze smakiem przysmaki, sama skusiła się na kawałek szarlotki.

Autor: Sokolik

Latający dywan – 74

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał pralni, aby dywan mógł się odświeżyć. Był już bardzo brudny.

Kiedy wylądowali przed budynkiem, mężczyzna zwinął dywan i wszedł z nim do środka. Tam był basen z gorącą wodą. Włożył do niego dywan, który zaczął nurkować i spłukiwać z siebie bród. Po około godzinnej kąpieli, dywan wyleciał w górę, gdzie wycisnął wodę z siebie. Kiedy był suchy i czysty, wrócił do swojego pasażera. Wspólnie ruszyli w dalszą drogę.

Autor: Sokolik