Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji była tajemnica, magiczna tajemnica.
W swoim mieszkaniu miał portal, tajemne drzwi przez które przechodził do czarodziejskiego świata, żeby nabrać tam sił, dokształcić się i zdać relację ze swoich działań w świecie ludzi. Na szczęście zadania, jakie dotąd dostawał były bezpieczne, ale nie łudził się, że tak będzie zawsze. Dlatego uczył się pilnie nowych sztuczek i zapoznawał się z nowymi gadżetami i możliwościami jakie dają.
Ta magiczna tajemnica dawała mu się i sprawiała, że codzienna szarzyzna szarego miasta nie gniotła go tak bardzo jak innych mieszkańców.
Był ostrożny, uważał, żeby wtapiać się w tłum i nie wyróżniać wyglądem, postawą, krokiem, spojrzeniem. Nie rozglądał się zanadto i przemieszczając się środkami transportu lub idąc ulicą, patrzył pustym wzrokiem przed siebie lub w dół, pod nogi.
Szczęśliwie udawało mu się ukrywać swoją tożsamość, czego nie mógł powiedzieć o innych przedstawicielach magicznych światów, których wyłuskiwali strażnicy szarego miasta.
Szczerze mówiąc nie wiedział, czemu tylu szpiegów odwiedzało to zwyczajne szare miasto. Nie wiedzieli o tym również Babcia Jaga, Merlin i Głos. Dlatego prosili szarego człowieka, żeby uważnie obserwował, co dzieje się w szarym mieście.
Głos miał tylko podejrzenie, że w szarym mieście już nie ma zwykłych mieszkańców, bo wszyscy są szpiegami, ale informację o takiej możliwości na razie zachowywał tylko dla siebie.
Autor: Archiwista SC