Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji była nadzieja, która nie wiadomo czemu zaczęła rosnąć w jego sercu. Może przywiał ją wiatr? A może beznadziejna szarość życia i otoczenia sprawiły, że iskierka nadziei zaczęła rosnąć? Rosła stopniowo, pomalutku. Szary człowiek początkowo nie zdawał sobie sprawy z jej istnienia. Potem przyzwyczaił się do jej rosnącego blasku, a następnie do światła, którym sam zaczął emanować. Gy nadzieja wzrosła i ugruntowała się w jego sercu i umyśle, szary człowiek zaczął widzieć barwy skryte pod otaczającą go szarością. Pozwolił, by te szare zasłony się rozchyliły, a następnie rozwiały. Zobaczył cudowny kolorowy świat, barwny w pozornie szarym mieście i przepięknych ludzi. Sam też przestał nosić się na szaro. Wprowadził kolor do swoich ubrań i własnego życia. Był szczęśliwy, wreszcie miał to, czego mu wcześniej brakowało, barwy, światło i sens życia, który zaczął być widoczny i nadawał kierunek jego myślom i działaniom.
Autor: Ewa Damentka