Szary człowiek – 58

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji był wiszący na ścianie kostium klauna. Raz w miesiącu szary człowiek przebierał się w ten kostium, malował farbami twarz, na nos nakładał czerwoną piłeczkę i szedł do szarego szpitala, by spędzić czas z szarymi ciężko chorymi dziećmi. Bawił się z nimi, wygłupiał, wysłuchiwał ich zwierzeń, rozśmieszał i rozczulał. Chciało mu się płakać, gdy widział chore maleństwa, ale śmiał się, bo wiedział, że potrzebują zabawy, żeby oderwać myśli od własnej choroby. Niektóre dzieci odchodziły niestety, ale niektórym udawało się wyzdrowieć. One zwykle czekały na niego w parku pod szpitalem, żeby dziękować za pomoc, jaką od niego dostawały. On zaś, widząc ich rozradowane, zaróżowione twarzyczki, czuł, że jego praca ma sens, więc z dumą nosił kostium klauna i naładowany nadzieją wchodził do szpitala, żeby bawić kolejne dzieci.

Autor: Aks