Rybak – 33

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył Napoleona, prawdziwego Napoleona w dużej zalakowanej butelce…

On sam nie przepadał za tym trunkiem, jednak jego syn go uwielbiał. Zwykle rybak kupował go dla niego w sklepie z okazji świąt czy imienin. Teraz miał przed sobą butelkę dużo większą, niż zwykle widywał. Miała chyba ze trzy litry, była dobrze zalakowana i wyjątkowo świetnie prezentowała się, zupełnie jakby nie leżała w morzu.

Rybak skończył wyciąganie ryb z wody. Potem wyciągnął butelkę Napoleona i zerknął, czy jeszcze coś niezwykłego wypatrzy w swojej sieci. Nie wypatrzył, więc butelkę zaniósł do kajuty i schował w żelaznej skrzyni.

Ponieważ jest człowiekiem ostrożnym i przezornym, nie otworzył jej i nie otwiera do dziś. Jego żonę bardzo to cieszy. Nawet syn, miłośnik Napoleona, patrzy na tę butelkę podejrzliwie.

Robią dobrze, choć nie zdają sobie z tego sprawy. W butelce został zaklęty zły duch, który bardzo chce pohulać i znowu niszczyć Ziemię i jej mieszkańców.

Uciekając przed Merlinem przyjął postać butelki Napoleona i wtoczył się do morza. Będzie uwolniony wtedy, gdy jakiś człowiek otworzy butelkę, a tu rybak wcale butelki otwierać nie chce, więc demon ma kłopot. Nawet większy niż sądzi, bo do chatki rybaka zmierza Merlin z Babcią Jagą, gdyż dotarła do nich wiadomość od rybaka, który kiedyś był ich uczniem. Już niedługo sami obejrzą tę dziwną butelkę Napoleona.

Demonowi na pewno nie spodoba się ich wizyta i jej konsekwencje. Na razie jednak nic nie może zrobić, bo rybak zamknął go w żelaznej skrzyni, a klucz do niej stale nosi przy sobie.

Autor: Archiwista SC

Rybak – 17

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył butelkę z chyboczącym się korkiem, spod którego wydobywał się biały dym. Szybko wcisnął korek w butelkę i mocno trzymał. Dżin próbujący wydostać się z butelki osłabł i przykucnął na jej dnie.

– Rybaku, dziękuję za twoją czujność i szybką akcję – odezwał się Merlin, który przed chwilą zmaterializował się na rybackim kutrze.

Rybak spojrzał na niego z szacunkiem i podał mu zaczarowaną butelkę. Merlin wziął ją do ręki. Zalakował korek, a szklaną butelkę razem z korkiem otoczył gęstą żelazną siatką.

– Zabieram go do nowego więzienia. Na szczęście trudno mu będzie stamtąd uciec. Ale też będziemy go uważnie pilnowali.

Stary rybak popatrzył z sympatią na czarodzieja i powiedział:

– Dziękuję, że chronisz mnie, moją rodzinę, nas wszystkich. I dziękuję, że mówisz nam, na co zwracać uwagę. Bez twoich rad już byłbym łupem tego dżina.

– Na szczęście jesteś uważny i sam siebie uratowałeś – uśmiechnął się Merlin i dodał:

– Razem ze starszyzną przyjdź do pałacu w sobotę wieczorem. Król przekaże wam nowe wiadomości. Mogą być bardzo przydatne.

Obydwaj uśmiechnęli się do siebie i rybak wrócił do wyciągania sieci ze swoim połowem, a Merlin do pałacu, by w lochach zamknąć kolejnego groźnego przestępcę.

Autor: Archiwista SC

Natarczywy stukot – 12

Natarczywy stukot wybudzał. Trudno było spać, gdy bladym świtem ptaki dziobały parapet, żeby zaalarmować, że zbliża się najeźdźca. Król sąsiedniego państwa bez wypowiedzenia wojny najechał na śpiących sąsiadów. Na szczęście ptaki uratowały sytuację, Stukały w parapety na zamku, strażnicach i w każdym domostwie. Napastnicy zostali ujęci, a ich król osadzony w więzieniu. I on i jego żołnierze próbowali się dowiedzieć, kto ich wydał, szukali zdrajcy w swoich szeregach. Na szczęście nikt im nie powiedział, że królestwa, które najechali, bronią nie tylko ludzie, ale również zwierzęta i ziemia. Sama natura dba o to, by było bezpieczne.

Autor: Archiwista SC

Mężczyzna spacerował – 19

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem poczuł zapach smażonej kiełbasy. Rozejrzał się, ale nie zobaczył jego źródła.

Ponieważ był głodny, poszedł w stronę, z której ten zapach dobiegał. Zdziwił się, gdy stanął nad małym ogniskiem, ukrytym w nadmorskich szuwarach. Nikogo przy nim nie zobaczył, a kiełbaski były wyłożone na blaszanych foremkach.

– Poczęstuj się – usłyszał czyjś rozbawiony głos.

Rozejrzał się, ale nikogo nie widział.

– Patrzysz nie tam, gdzie trzeba.

Speszył go lekki chichot, który towarzyszył tym słowom. Spojrzał w stronę, z której dobiegał i zobaczył grupkę syren, które chowały się w morzu.

– Chcemy porozmawiać – powiedziała najodważniejsza.

– Nie wiedziałem, że jadacie kiełbaski.

– Nie jadamy, to dla ciebie.

– Czemu?

– Bałyśmy się, że zechcesz zjeść którąś z nas, jeśli jesteś głodny.

– Dziękuję, nie jadam syren.

– A próbowałeś?

– Nie, ale nie zamierzam…

Popatrzył na kiełbaski i poczuł, że burczy mu w brzuchu.

– Naprawdę mogę je zjeść?

– Tak…

Usiadł przy ognisku i wziął jedną z kiełbasek. Posilił się w milczeniu, po czym zapytał:

– O czym chciałyście porozmawiać.

Syreny spoważniały i powiedziały, to wielka tajemnica.

– Potrzebujemy pomocy kogoś komu możemy zaufać i kto będzie dyskretny.

– W czym mogę pomóc?

Nie zdążyły odpowiedzieć, bo nagle zerwał się wiatr. Pisnęły ze strachu, gdy tuż przed nimi pojawiła się trąba powietrzna. Wir porwał je i unosił gdzieś ze sobą, w stronę lądu. Mężczyzna zobaczył, że zostały wrzucone do wielkiego basenu, w którym były już inne syreny.

– Naprawdę chcesz im pomóc? – usłyszał pytanie w swojej głowie.

– Kim jesteś?

– Głosem.

– Głosem, czyim?

– To moje imię, Głos.

– Co mam zrobić?

– Uwierz w baśnie i zawołaj Neptuna. To ich ojciec. Zostały porwane z zaczarowanego świata i nie mogą wrócić. Są dla niego niewidoczne. Jednak jeśli ty uwierzysz i wezwiesz Neptuna, to on zjawi się i je uwolni.

– Ale ja…. – bezradnie tłumaczył się mężczyzna.

– Tylko ty możesz im pomóc – szepnął Głos.

Mężczyzna zobaczył, że do budynku z basenem podjeżdża ciężarówka, z której wysiadają rozbawieni mężczyźni. Kilku podeszło do basenu i zaczęło rechotać.

– Zobaczcie, kogo tu mamy – zawołali do pozostałych

– Neptunie, ratuj – wrzasnął nieoczekiwanie mężczyzna.

Zdziwiony zobaczył, jak morze wzbiera i zalewa całą plażę i dom z basenem. Zobaczył jeszcze jasną bramę, przez którą przepłynęły syreny, a potem chyba zemdlał. Już nic nie widział, nie słyszał, nie czuł.

Obudził się w swoim łóżku, w hotelu. Obok, na stoliku leżała taca z jeszcze gorącymi kiełbaskami oraz piękna muszla. Kiedy po nią sięgnął, usłyszał kobiece głosy, które mówiły jedno słowo: „dziękujemy”.

Autor: Archiwista SC

Szary człowiek – 26

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji była tajemnica, magiczna tajemnica.

W swoim mieszkaniu miał portal, tajemne drzwi przez które przechodził do czarodziejskiego świata, żeby nabrać tam sił, dokształcić się i zdać relację ze swoich działań w świecie ludzi. Na szczęście zadania, jakie dotąd dostawał były bezpieczne, ale nie łudził się, że tak będzie zawsze. Dlatego uczył się pilnie nowych sztuczek i zapoznawał się z nowymi gadżetami i możliwościami jakie dają.

Ta magiczna tajemnica dawała mu się i sprawiała, że codzienna szarzyzna szarego miasta nie gniotła go tak bardzo jak innych mieszkańców.

Był ostrożny, uważał, żeby wtapiać się w tłum i nie wyróżniać wyglądem, postawą, krokiem, spojrzeniem. Nie rozglądał się zanadto i przemieszczając się środkami transportu lub idąc ulicą, patrzył pustym wzrokiem przed siebie lub w dół, pod nogi.

Szczęśliwie udawało mu się ukrywać swoją tożsamość, czego nie mógł powiedzieć o innych przedstawicielach magicznych światów, których wyłuskiwali strażnicy szarego miasta.

Szczerze mówiąc nie wiedział, czemu tylu szpiegów odwiedzało to zwyczajne szare miasto. Nie wiedzieli o tym również Babcia Jaga, Merlin i Głos. Dlatego prosili szarego człowieka, żeby uważnie obserwował, co dzieje się w szarym mieście.

Głos miał tylko podejrzenie, że w szarym mieście już nie ma zwykłych mieszkańców, bo wszyscy są szpiegami, ale informację o takiej możliwości na razie zachowywał tylko dla siebie.

Autor: Archiwista SC

Wilk przymrużył oczy – 72

Wilk przymrużył oczy i uważnie wpatrywał się w idącą leśną ścieżką dziewczynkę w czerwonym kapturku. Zaniepokoiło go, że mała znalazła się w jego rewirze, bo to by znaczyło, że ludzie znowu odkryli jego zaczarowany las. Wydał cały majątek na czarodziejów i jak widać, spaprali sprawę. Zaklęcie znowu nie działa.

Wyciągnął telefon komórkowy i zadzwonił do Merlina. Ten, widząc jego zmrużone oczy i zmarszczony pysk, powiedział:

– Pokaż mi nagranie tego, co cię niepokoi, potem zdążysz na mnie nakrzyczeć.

Wilk, ciężko dysząc w wściekłości, skierował telefon na dziewczynę i udostępnił ekran Merlinowi.

Merlin zaklął głośno i z cichym trzaskiem otworzył drzwi przenośnego portalu, umieszczonego w wydrążonym pniu, tuż obok wilka.

Położył palec na ustach i położył się w gęstych krzakach. Gestem dłoni nakazał, by wilk zrobił to samo.

– Co tu robi to dziecko – zapytał cicho wilk.

– To nie dziecko – odpowiedział Merlinowi.

– Przecież widzę małego człowieczka.

– Ludzie nie widzą tego świata, nie mogą wejść do twojego lasu. Mogą tu przebywać postacie z bajek, wróżki, czarodzieje i inni mieszkańcy magicznych światów.

Dziewczynka w czerwonym kapturku nadal szła w ich stronę.. Nagle potknęła się i upadła. Roztrzaskała się i wyleciało z niej kilka śrubek i kilkanaście sprężyn.

Podbiegł do niej Geppetto ze śrubokrętem i zaczął go naprawiać.

Merlin wstał, otrzepał się z trawy i podszedł do starego rzeźbiarza.

– Witaj Geppetto, co to za lalka?

– Szykuję prezent dla Pinokia. Mam nadzieję, że ucieszy się, gdy zobaczy swoją małą siostrzyczkę.

– Zanim to się stanie, ja padnę na zawał – odezwał się wilk, który też wyczołgał się z krzaków.

– Przepraszam wilku, zapomniałem cię uprzedzić…, już ją zabieram… – zreflektował się Geppetto.

– Wszystko w porządku, jak ją naprawisz, przynieś ją jeszcze raz i wszystkim wilkom pokażemy, jak wygląda jeden z naszych wrogów. Powinni wiedzieć… Jeśli kiedyś czarodziejska zapora opadnie, to będą narażone na spotkanie prawdziwych Czerwonych Kapturków. Warto, by umieli je rozpoznać i obronili się, ucinając kontakt z tymi przebrzydłymi stworzeniami.

Uspokojony Geppetto odetchnął głęboko i przytulił zepsutego Czerwonego Kapturka do piersi, a uspokojony Wilk poszedł z Merlinem na sok z leśnych jagód.

Miejsce obserwatora tej części lasu zajął zaś kolejny wilk. Miał nadzieję, że będzie to spokojny dyżur…

Autor: Archiwista SC