Góra lodowa – 8

Góra lodowa postanowiła zwiedzić świat. Oderwała się więc od lądolodu, by swobodnie pływać po morzach i oceanach. Najpierw postanowiła odwiedzić najbliższą okolicę. Gdy wymieniła się ploteczkami z sąsiednimi lodowcami i górami, popłynęła w szeroki świat, szukać nowych doznań i nowych przygód. Wróciła trochę niższa i szczuplejsza, pełna nowych opowieści. Chętnie dzieliła się nimi z lądolodem, lodowcami i innymi górami lodowymi. Po pewnym czasie wyruszyła w nową podróż. Pewnie znowu wróci, by podzielić się z rodziną opowieściami o swoich przygodach.

dla Daniela napisała Brzozowa Bajdulka

Rybak – 44

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył maleńką Złotą Rybkę, w złotej koronie. Ostrożnie wyplątał ją z sieci i wpuścił do wody. Rybka powiedziała cichutko:

– Czekaj, czekaj, a życzenie?

– Co mogę jeszcze dla ciebie zrobić moja maleńka? – zapytał życzliwie rybak.

– Myślałam, że chcesz, żebym spełniła twoje życzenie, w zamian za życie, które mi właśnie uratowałeś.

– Dziękuję rybko, mam wszystko, czego potrzebuję.

– Ooooo…. – rybka nie wiedziała co powiedzieć.

Stary rybak popatrzył na nią z miłością i dodał:

– Proszę uważaj na siebie. Chciałbym, żebyś żyła długo, zdrowo i szczęśliwie.

– Czy to mam potraktować jako twoje życzenie? – zapytała zdziwiona rybka.

– Jeśli chcesz to tak. Chciałbym, żebyś była zdrowa i długo żyła. Żebyś umarła ze starości, w miejscu, które lubisz, w którym chcesz przebywać.

– Masz prawo do innych życzeń, czy naprawdę nie chcesz niczego dla siebie?

– Mogę mieć drugie życzenie?

– Tak.

– To chcę, żeby wszystkie Złote Rybki w tym świecie odzyskały wolność, jeśli to możliwe. My, ludzie, sami potrafimy spełniać nasze marzenia, a was bardzo przetrzebiliśmy. Chciałbym, żebyście były pod ochroną.

Morze zafalowało i wyłonił się z niego Neptun, żeby przyjrzeć się człowiekowi, który tak rozmawiał ze Złotą Rybką, którą przed chwilą on pieczołowicie umieścił w jego sieci.

Rybak nisko się mu pokłonił i skromnie dodał:

– To jest moje marzenie, oczywiście wiem, że wy macie swoje przeznaczenie, więc jeśli moje życzenia są z nim sprzeczne, to je po prosu zignorujcie.

Neptun uśmiechnął się i skinął głową. Wziął w ręce Złotą Rybkę. Przemienił ją w małego chłopca i postawił delikatnie na pokładzie kutra.

– Rybaku, proszę zaopiekuj się nim parę dni. Chciałbym, żeby on był z tobą cały czas, obserwował cię i uczył się od ciebie pokory, skromności, mądrości i olbrzymiej życzliwości. To wielki skarb.

Rybak uklęknął przed chłopczykiem i zapytał:

– Jak masz na imię?

– Jaś – cicho wyszeptało maleństwo.

– Chcesz trochę pomieszkać ze mną i moją żoną?

– Tak.

Rybak spojrzał na Neptuna i powiedział:

– Zgadzam się. Będziemy codziennie wypływać na morze, więc będziesz wiedział, gdzie nas znaleźć, kiedy zechcesz przerwać naukę.

Neptun uśmiechnął się i zniknął pod wodą, a rybak z chłopczykiem wrócili do domu. Z czasem Jaś dorósł, zmężniał, stał się dorosłym Janem i zupełnie zapomniał o tym, że kiedyś był Złotą Rybką.

Neptun obserwował go z oddali i wyglądał na bardzo zadowolonego. Stary Rybak też cię cieszył, bo młodzieniec okazał się dla niego podporą i wspaniałym opiekunem. Troskliwie zajmował się nim i jego żoną, a gdy wypływali na morze, zawsze wracali z sieciami pełnymi ryb. Mieli co jeść, i mieszkali coraz wygodniej.

Kochająca się rodzina i bezpieczne, dostatnie życie, to wszystko, o czym marzył stary rybak. Nawet nie domyślał się, że właśnie to życzenie odczytał w jego sercu Neptun i właśnie dlatego podesłał mu tę maleńką Złotą Rybkę do sieci. Po to, żeby ją wyjął i się nią zaopiekował. Zyskali wszyscy: rybak, jego żona, Jaś, obecnie dorosły Jan, i pozostałe Złote Rybki.

Kiedy Rybak z żoną wyruszą w ostatnią podróż, w zaświaty, to Jan przypomni sobie, że jest Złotą Rybką i będzie mógł wybrać, czy zostać na ziemi jako człowiek, czy wrócić do morza do swoich. Każdy wybór będzie dobry i właściwy. Właśnie dlatego uśmiechał się Neptun. Był zadowolony i dumny z siebie, gdyż była to jedna z jego najlepiej wymyślonych, przygotowanych i wykonanych akcji.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Leżę sobie spokojnie – 3

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc odwracam się na drugi bok i śpię dalej. Może jeszcze zdążę zobaczyć szczęśliwe zakończenie tej pięknej historii, która mi się śniła. Bardzo chciałabym być tam, w sennym baśniowym świecie. Niestety, poczucie obowiązku powoli, ale nieubłaganie budzi mnie i mówi – „najpierw obowiązki, a potem przyjemność. Wieczorem znowu pójdziesz spać”. Próbuję z nim dyskutować, ale nie jestem zbyt przekonująca. Sama to widzę. Wreszcie dzwoni budzik i teraz to już naprawdę muszę wstać. Zastanawiam się przelotnie, czy można zaprogramować sen, żeby w nocy wrócić do tej pięknej opowieści, i wyskakuję z łóżka. Szybko wykonuję rutynowe czynności – łazienka, mycie, ubieranie się, śniadanie… Zanim wyjdę do pracy, jestem jak zwykle przytomna i uśmiechnięta. Nowy dzień, nowy wir działań. Wieczorem zapominam, co chciałam rano. Kładę się spać i szepczę: „nieważne co będzie się śniło, ważne żebym była wypoczęta”.

dla Patrycji napisała Brzozowa Bajdulka

Drzewo Życia – 15

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie sięgały głęboko i daleko. Obejmowały całą kulę ziemską i łączyły ze sobą wszystkie korzenie i korzonki. Każda roślina była w kontakcie ze sobą samą i dowolną inną rośliną – mchem, trawą, kwiatem, krzakiem czy drzewem. Ziemia przyglądała się temu ze zrozumieniem i dbała o swoje dzieci, o zielone płuca całej planety.

dla Andrzeja napisała Brzozowa Bajdulka

Rybak – 27

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył wodnika, który srebrnym nożem rozcinał sieć i wypuszczał ryby z powrotem do wody…, a po chwili wraz z innymi wodnikami wskoczył na pokład i wyrzucali do wody wszystkie ryby, które na nim znaleźli.

Rybak przyglądał się temu ze zdziwieniem. Powiedział, że rozumie, że teren jego łowiska jest teraz pod kontrolą wodników. Poprosił ich o wskazanie miejsca, w którym może bezpiecznie łowić i nie wzbudzi ich niezadowolenia.

Jego pokora spodobała się wodnym panom i po krótkim namyśle pokazali mu miejsca, w których nie będą mu przeszkadzać. On zaś obiecał, że już nigdy nie wypłynie na dzisiejsze łowisko, więc ich podopieczni będą bezpieczni.

Porozmawiali jeszcze chwilkę i rozstali się w zgodzie.

Rybak bardzo chciał się podzielić z żoną swoją przygodą, ale musiał poczekać do późnego wieczora, bo okazało się, że ona przeżywała własną.

Kiedy dotarł do domu, zobaczył gęste burzowe chmury nad wioską i ulewny deszcz. Tylko jeden dom był oświetlony słońcem, chmur nad nim nie było, a deszcz go omijał. Był to jego dom.

Gdy zdziwiony wszedł do środka, zobaczył, że żona herbatą i ciastem własnej roboty podejmuje gości – płanetników z chmur zacumowanych nad wioską. Rybak włączył się do rozmowy. Jako gospodarz zapytał, czy może goście mieliby ochotę na kieliszek wina.

Ponieważ rozmowy się przeciągnęły, zrobił talerz kanapek, które płanetnicy z zapałem spałaszowali. Odlecieli późnym wieczorem.

Rybak z żoną popatrzyli sobie głęboko w oczy, usiedli w wygodnych fotelach i zaczęli opowiadać, co się im przytrafiło w ciągu dnia.

Od tego czasu słuchali uważnie ludzkich opowieści i nie wyśmiewali tych, które wydawały się niedorzeczne, niemożliwe, zbyt dziwne by mogły się wydarzyć.

Od tego dnia zyskali też nowych przyjaciół. Płanetnicy wpadają do nich od czasu do czasu na herbatkę, a rybak pływa na stare łowisko po to, żeby porozmawiać wodnikami.

O swoich przygodach nie opowiedzieli nikomu, bo sądzili, że ludzie im nie uwierzą. Pewnie byliby bardzo zdziwieni, gdyby odkryli, ile tajemnych przygód przeżyli również ich sąsiedzi.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Mężczyzna spacerował – 53

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem usłyszał głos swojej mamy, które zmarła dziesięć lat wcześniej.

– Wreszcie przyszedłeś….

– Mama?

– Czekałam tu na ciebie od dawna…

– Mamo, gdzie jesteś?

– Nie ma mnie już, to tylko moje wspomnienie…

– Czemu na mnie czekałaś?

– Żeby dać ci to, czego nigdy nie chciałeś wziąć…

– Co takiego?

– Moją miłość.

– Co?

– Kochasz siebie?

– Ja…, nie…, nie wiem….

– Proszę weź ją.

Mężczyzna poczuł lekki powiew i ciepło, które zaczęło rozlewać się w jego sercu, a następnie w całym ciele. Poczuł, jak pęka obręcz, która ściskała jego głowę. Wziął głęboki oddech i zaczął płakać.

– Mamo dziękuję…

– Teraz siebie już kochasz?

– Tak, siebie, ciebie, tatę, rodzinę, znajomych i nieznajomych

– Wreszcie – głos mamy był pełen ulgi.

– Czy jeszcze cię usłyszę?

– Jestem z twoim sercu, zawsze byłam…

– Wiem – odpowiedział machinalnie i znowu się rozpłakał.

Siedział na tej plaży bardzo długo. Potem niespiesznie wrócił do hotelu. Kiedy następnego dnia wybrał się na plażę, nie znalazł jej. Uznał, że widocznie już spełniła swoje zadanie. Dotknął ręką okolicy swojego serca i pomyślał” „Mamo, dziękuję, bardzo dziękuję”.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Mężczyzna spacerował – 13

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem spotkał tam samego siebie, a właściwie to nie jednego a wielu. Dwóch spacerowało, jeden opalał się, trzech zawzięcie dyskutowało, dwóch łowiło ryby, jeden pływał w morzu, a inny wysiadał z łódki. Nagle wszyscy przerwali swoje czynności i rozejrzeli się. Zobaczyli go i w ich oczach pojawiło się radosne zdumienie. „Ach wreszcie jesteś” – mężczyzna usłyszał w swojej głowie rozbawiony głos – „to możemy zaczynać”.

Na środku polanki pojawiła się brama. „Czy to baśń lub film science-fiction?” – pomyślał zaskoczony mężczyzna. „Nie, to twoje życie” – usłyszał w odpowiedzi.

Podszedł do bramy z pewną obawą. Chciał przejść przez nią, ale nie potrafił. Odwrócił się do pozostałych. „Panowie – zapraszam” – gestem ręki wskazał bramę. Z pewnym ociąganiem podeszli, a potem już bez wahania przechodzili przez bramę, jeden z drugim. On przeszedł na samym końcu.

Znalazł się na tej samej plaży, ale nie widział innych wersji siebie samego. Rozejrzał się, żeby ich odnaleźć. Nikogo nie zobaczył, zauważył tylko, że porusza się i widzi inaczej niż zwykle. Jego poczucie siebie też się zmieniło. „Witaj w nowym świecie, witaj w swoim życiu” – znowu usłyszał w swojej głowie głos. Teraz go rozpoznał i rozpłakał się ze wzruszenia. Wreszcie odnalazł to, czego szukał od dawna – odnalazł samego siebie.

dla Patrycji napisała Brzozowa Bajdulka

Szary człowiek – 29

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji były jego marzenia, które niosły go przez życie. Marzenia tak świetliste i kolorowe, że przysłaniały szarą rzeczywistość. Mężczyzna nie zdawał sobie sprawy z własnej szarości oraz szarości swoich dni, otaczających go ludzi i całego świata. Szedł od marzenia do marzenia. Trudno powiedzieć, że szedł, właściwie to wznosił się coraz wyżej. Swoim przykładem dawał nadzieję innym ludziom i wkrótce cały świat stał się kolorowy, wypełniony cudownymi barwami, szczęściem i spełnionymi marzeniami, które generowały kolejne marzenia i kolejne…

dla Andrzeja napisała Brzozowa Bajdulka

Skarb – 12

Skarb od wielu lat, a może nawet stuleci, leżał złożony w schowanej przed ludźmi drewnianej skrzyni obitej blachą. Marzył o tym, żeby w końcu ktoś go odnalazł i zaczął nim cieszyć swoje serce i oczy. Wreszcie udało się! Został znaleziony, odkurzony i wystawiony w muzealnej gablocie. Wielu ludzi się nim zachwycało. A on promieniał i grzał się w cieple ich akceptacji i spojrzeniach pełnych zachwytu

dla Daniela napisała Brzozowa Bajdulka