Iskiereczka spadła – 20

Iskiereczka spadła z trzaskiem na kamienną podłogę, budząc małego chłopca. Spojrzał na kominek zaspanymi oczami i szybko oprzytomniał, bo w tańczących płomieniach zobaczył wróżkę, która akompaniując sobie na gitarze, śpiewała popularną piosenkę o Wojtusiu: „Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga”. Wojtuś wysłuchał do końca piosenki. Wróżka zniknęła gdzieś w głębi paleniska, a chłopczyk pomyślał: „tak to jest być Wojtusiem”.

dla Wojtka napisał Dżony

Był sobie step – 52

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To niepozorne indywiduum zwiększało stopniowo swoje rozmiary, aż po pewnym czasie zmieniło się w postać z plecakiem. Pogoda była ładna. Kępy traw z lekka poruszał łagodny i orzeźwiający wietrzyk. Magda wyglądała na zadowoloną. Kobieta w wiosce, nie wyglądającą na miejscową, a wyglądająca na rozumiejącą turystów, powiedziała Magdzie, że nie warto czekać na autobus, który miał być za cztery godziny, a przejść drogę pieszo. Magda posłuchała wskazówki i była zadowolona z dokonanego wyboru. Spojrzała na zegarek. Była w połowie drogi. Na linii horyzontu zaczęły majaczyć kontury przypominające wigwamy. Magda przyspieszyła kroku. Jej postać zagłębiała się w przestwór stepu, aż stała się punkcikiem, który zniknął gdzieś na tle konturów namiotów.

dla Magdy napisał Dżony

Latający dywan – 29

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał zaułków w głębi miasta. Dywan szybował mijając wieże minaretów w poszukiwaniu odrobiny światła, dokładnie takiego, jakie Jerzy chciał znaleźć. Wreszcie z ciemności wyłoniło się światło błękitnej lampy miejskiej oświetlającej mały placyk. Na środku placu stała fontanna z pomnikiem, a w głębi majaczyła firanka w otwartym oknie. Wyglądało to zachęcająco i Jerzy zdecydował się wylądować na tym placyku. Zwinął dywan i wszedł do hotelu. Wynajął wygodny pokój i poszedł spać. Rano usłyszał pukanie do drzwi. Obudził się i odsłonił firankę, rzucił okiem na fontannę z pomnikiem. Zbliżył się do drzwi. W drzwiach stała miła kelnerka z poranną kawą i croissantem.

dla Jurka napisał Dżony

Złota Rybka wolno płynęła – 41

Złota Rybka wolno płynęła, uważnie rozglądając się. Zupełnie jakby czegoś szukała. Wreszcie zatrzymała się przed szybą akwarium i przez pewien czas stała w miejscu. Wszystko było zgodne z normalnym rozkładem dnia. Pan Krzysztof, jak zwykle, zbliżył się do akwarium, wsypując tam jakieś smakołyki dla swojej rybki. Rybka pomyślała: „Jaka szkoda, że pan Krzysztof nie wierzy w Złote Rybki. Za te smakołyki przecież mogłabym spełnić dowolne jego życzenie”.

dla Krzysztofa napisał Dżony