Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To piękna, energiczna dama jechała na gniadym koniu do ukochanego, aby odbić go z niewoli. Do siodła miała przytwierdzoną strzelbę, szarpie na rany i bukłaczek wódki. Miała nadzieję, że nie jest za późno, żeby wybawić go z opresji, i że nikt nie będzie podejrzewał białogłowy o waleczność.
dla Magdy napisali Ela i Krzysztof