Był sobie step – 55

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To znak zapytania, który przestał się dziwić i postanowił zwiedzić świat. Naiwnie przypuszczał, że w czasie swojej wędrówki będzie spotykał jedynie pozostałe znaki przestankowe i literki z innych alfabetów, czasami samotne, a czasami zebrane w zwojach czy książkach. Zdziwił się, gdy zobaczył miasta, wioski, mosty i drogi, ludzi i zwierzęta, rośliny, drzewa, słońce… Teraz, gdy szedł przez step, podziwiał morze traw, bezkresną przestrzeń stepu i delikatny wiatr. Tańczył z radości i krzyczał, by wyrazić swój zachwyt. Właśnie tu i teraz zdecydował, że zmieni tożsamość. Już nie będzie znakiem zapytania. Zostanie dumnym wyprostowanym wykrzyknikiem, który donośnie oznajmia, że świat jest wspaniały.

Autor: Ewa Damentka

Drzewo Życia – 26

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie sięgały w głąb, przebijając się przez ziemię i omijając kamienie oraz skrzynie za skarbami, które kiedyś powierzyli ziemi zapobiegliwi ludzie. Drzewo Życia opiekowało się tymi skrzyniami, bo uznało, że kiedyś na pewno komuś się przydadzą.

Autor: Ewa Damentka

Rybak – 41

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył kombinezon płetwonurka, maskę i płetwy. Zdziwiony wyciągnął je i zaniósł do pobliskiej szkółki nurkowania, z pytaniem, czy nie należą do pracowników lub klientów. Wzbudził swoim odkryciem zdziwienie i zainteresowanie.

Co ciekawsze, podobne znaleziska zaczęli przynosić inni rybacy. Cała osada huczała od plotek i domysłów. Ludzie zastanawiali się, co takiego mogło stać się z ludźmi, że razem z rybami rybacy wyławiają całe kombinezony, maski i płetwy.

Przysłuchiwał się tym rozmowom i zapisywał je w notesie turysta, który w tym roku pierwszy raz odwiedził to miasteczko. Był to poczytny autor kryminałów. Ponieważ zabrakło mu pomysłu na kolejną powieść, zakupił kilka kompletów – kombinezony i wyposażenie dla płetwonurków i dyskretnie podrzucał je w okolicach łowisk.

Teraz, spisując te domysły, był zadowolony, bo przekonał się, że ludzka wyobraźnia naprawdę nie zna granic. Po miesięcznym pobycie miał już materiały nie na jedną, a na kilka niesamowitych powieści kryminalnych. Może nawet napisze całą serię, kto wie…

Autor: Ewa Damentka

Był sobie step – 53

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To przygoda wybrała się na wędrówkę, bo postanowiła zwiedzić świat. Wybrała się pieszo, bo uznała, że wtedy więcej zobaczy i też pozna świat bardziej dokładnie. Szła właśnie przez step i była zachwycona jego ogromem, wręcz majestatem. Czuła się cząsteczką jego wielkości i była bardzo ciekawa, co jeszcze ją spotka. Na chwilę położyła się na ziemi, wsłuchała się w ziemię, trawy, niebo i poczuła, że jest maleńką kropeczką w środku olbrzymiego wszechświata. Było jej dobrze. Zasnęła i potem wypoczęta ruszyła dalej, ciesząc się z każdego źdźbła trawy, każdej grudki ziemi, muśnięcia wiatru, promyka słońca. Cieszył ją szmer przepływającej w strumyku wody i delikatne brzęczenia owadów. Ogarnęło ją wszechogarniające uczucie, że jest tu i teraz, we właściwym miejscu i czasie. Była szczęśliwa i w głębi ducha sama sobie dziękowała za to, że wybrała się w tę podróż życia

Autor: Ewa Damentka

Latający dywan – 75

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał miejsca zbiórki. Dołączył do internetowej grupy posiadaczy czarodziejskich dywanów i dziś miała odbyć się klubowa impreza. Zlot latających dywanów. Mieli wylądować na osłoniętej dużej przestrzeni i udawać, że robią sobie piknik na łące lub pałacowym dziedzińcu. Dość długo obserwował miasto, nie widział żadnego latającego dywanu, tylko sylwetki ludzi z kamerami i aparatami fotograficznymi w rękach. „To jakaś pułapka” – pomyślał i odfrunął w bezpieczne miejsce. Tam zastanowił się, czy cała akcja była oszustwem? Dotąd myślał, że na świecie jest wiele latających dywanów. Teraz ogarnęły go wątpliwości, bo pomyślał, że może jest ich mniej, a może… tylko jego dywan potrafi latać!!! Wrócił do domu i zajrzał do komputera. Na grupie zobaczył wiele zdjęć z imprezy. Ludzie przyszli z kocami, które udawały latające dywany i w ogóle bawili się w udawanie, że je posiadają. ”No cóż, każdy się bawi jak umie” – pomyślał mężczyzna i przestał systematycznie obserwować grupę. Zaglądał tam tylko raz na parę tygodni, żeby sprawdzić, kto doszedł do grupy i oszacować, czy może być właścicielem prawdziwego latającego dywanu. Z czasem zaglądał tam coraz rzadziej, wreszcie zupełnie przestał. A na grupie miłośników latających dywanów co jakiś czas wybucha dyskusja, czy prawdziwe latające dywany są realne, i czy ktokolwiek taki widział lub na takim jechał, w realnym życiu, a nie we śnie.

Autor: Ewa Damentka

Drzewo Życia – 21

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie tworzyły podziemne labirynty i korytarze, które odsłaniały przed ludźmi uciekającymi przed prześladowcami i prowadziły ich w bezpieczne miejsca, zasłonięte przed prześladowcami.

Kiedyś, gdy na powierzchni długo trwała wojna, Drzewo Życia zbudowało ze swoich korzeni podziemne miasto, w którym ludzie mogli ukrywać się tak długo, jak tego potrzebowali, a drzewo turlało do nich swoje owoce. Były one bardzo pożywne i dawały wszystko co trzeba, by ludzie i zwierzęta byli zdrowi.

Drzewo odsłaniało szeroko wejścia do miasta i swoich korytarzy, gdy wojny i prześladowania się kończyły, a ludzie bezpiecznie mogli wyjść na zewnątrz. Potem znowu zamykało przejścia, gotowe otworzyć je, jeśli zajdzie taka konieczność.

Ludzie darzyli drzewo olbrzymim szacunkiem i nawet drwale nigdy nie podchodzili do niego piłami czy siekierą. Wiedzieli, że Drzewo Życia jest żywicielem i obrońcą i że musi być chronione. A ono rosło i rośnie dalej, a jego gałęzie i korzenie sięgają coraz dalej i głębiej, bo takie jest jego zadanie i jednocześnie przeznaczenie.

Autor: Ewa Damentka

Rybak – 38

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył naburmuszonego krasnoludka. Wyciągnął go z sieci. Karzełek otrzepał się i wskoczył do wody. Nie chciał wyjaśnić, co w tej wodzie robił, ale śpieszył się tak bardzo, jakby było to coś ważnego, bardzo ważnego…

Autor: Ewa Damentka

Był sobie step – 51

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To pomysł na sukces wędrował po świecie, żeby znaleźć osobę, która go wysłucha. Dotąd pechowo trafiał na ludzi, którzy chcieli, żeby sukcesy same do nich przychodziły, bez ich zaangażowania i pracy. Czasami wysłuchiwali pomysłu, czasem nawet się im podobał, ale zwykle uznawali, że nie chce się im go realizować lub zrobią to później. Pomysł na sukces chodził więc od miasta do miasta, od wioski do wioski. Teraz postanowił wybrać się do samotnej jurty. Kto wie, może tym razem zostanie wysłuchany i zrealizowany? Taką miał nadzieję, gdy szedł przez piękny step i podziwiał jego bezkresny majestat.

Autor: Ewa Damentka

Drzewo Życia – 16

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie sięgały głęboko w głąb Ziemi. Utworzyły tam zamkniętą przestrzeń, jakby klatkę, w której znajdowały się skarby, jakie Ziemia podrzucała światu. Drzewo Życia było ich strażnikiem i gdy nadchodziła odpowiednia pora dzieliło się tym skarbami z przyrodą, zwierzętami i ludźmi. Czasami były to cenne pierwiastki, które nagle zaczęły być odkrywane w różnych miejscach, a czasami duża nadzieja, że wszystko dobrze się ułoży i tylko trzeba cierpliwie poczekać. Przetrwać. Skarbem, którym drzewo najbardziej lubiło się dzielić, była wszechogarniająca życzliwość. Gdy drzewo wypuszczało ją, to przez chwilę Ziemia była rajem. Właśnie te chwile Drzewo Życia lubiło najbardziej.

Autor: Ewa Damentka

Drzewo Życia – 11

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie sięgały daleko i głęboko. Czasem wystawały nad powierzchnię ziemi, żeby strudzeni wędrowcy mogli na nich przysiąść i odpocząć. Drzewo Życia życzliwie się im przyglądało i dzieliło się z nimi swoją energią, witalnością, żywotnością i nadzieją.

Autor: Ewa Damentka