Rybak – 16

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył zalakowaną butelką z karteczką w środku. Zabrał tę butelkę do domu, żeby się jej przyjrzeć. Był zdumiony, gdy żona zabrała mu ją. Była wyraźnie zdenerwowana. Potem uspokoiła się i poprosiła, by nigdy nie otwierał tej butelki. Kiedy zdziwiony zgodził się, pod warunkiem, że jej nie wyrzuci, ani nie niszczy, kobieta kiwnęła głową na zgodę i zabrała butelkę do swojego pokoju. Rybak przyglądał się swojej żonie uważnie, jakby widział ją pierwszy raz w życiu. Dotrzymał słowa i nigdy nie otworzył tej butelki. Nie musiał.

Wiele lat później, żona wyznała mu, że podobał się jej jeszcze, jak była dzieckiem. Napisała więc karteczkę „Panie Boże, proszę spraw, by Janek został moim mężem”, włożyła do butelki i wrzuciła do morza, gdy ojciec zabrał ją na przejażdżkę łódką. To dziwny zbieg okoliczności, że jej mąż wyłowił właśnie tę butelkę.

Stary rybak ze wzruszeniem przytulił żonę i powiedział, że to wyznanie jest najpiękniejszym prezentem, jaki kiedykolwiek dostał. Po tej rozmowie butelka została wyciągnięta z dna kufra i postawiona na regale, na honorowym miejscu. Oboje małżonkowie uśmiechali się za każdym razem, gdy na nią spojrzeli.

Autor: Ewa Damentka

Rybak – 8

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył malutką syrenę. Wyglądała jak laleczka. Ale żyła, poruszała się i błagalnie patrzyła na rybaka. Ostrożnie wyjął ją z sieci. Trzymał ją w dłoniach, a ona uśmiechnęła się, pięknie dygnęła i oddała wspaniały skok do wody. Po chwili wypłynęła na powierzchnię, pomachała mu rączką i znowu zanurzyła się w wodzie. Rybak był skonfundowany, nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się coś podobnego. Wyciągnął wszystkie ryby i wrócił do portu. Nikomu nie powiedział o malutkiej syrenie. Nawet nie wiedział, czy ktokolwiek by mu uwierzył. Ale najważniejsze było to, że jej wspomnienie chciał zachować dla siebie, tylko dla siebie. Było to tak miłe doświadczenie, że uśmiechał się szeroko, kiedy tylko sobie je przypominał.

Autor: Ewa Damentka

Był sobie step – 31

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To podróżnik, który właśnie rozpoznał siebie na powiększonym zdjęciu satelitarnym, gdy chciał pokazać znajomym miejsca, które ostatnio zwiedzał. Myślał, że jest sam, a tu satelita uwiecznił go na fotografii.

Jego myśli powędrowały do satelity i kosmosu. Może kiedyś wybierze się w podróż statkiem kosmiczny…, może…, kiedyś… Teraz potrząsnął głową i skupił się na zdjęciu stepu. Przypomniał sobie tę podróż z najdrobniejszymi szczegółami i po godzinie zakończył prezentację. Gdy znajomi wyszli, od razu siadł do biurka i zaczął planować kolejną podróż. Jest tyle miejsc na Ziemi, które jeszcze chce poznać – zobaczyć, poczuć, usłyszeć, powąchać i posmakować….

Autor: Ewa Damentka

Natarczywy stukot – 43

Natarczywy stukot wybudzał. Trudno było spać, gdy bladym świtem ptaki dziobały parapet, żeby przywitać się z ludźmi. Chciały poopowiadać im, co widziały w świecie, ale ludzie spali, odsypiając nocną pracę lub noce zabawy. Ptaki doczekały się śniadania, bo zdenerwowany niewyspany mężczyzna, ponaglany przez rozespaną żonę, wysypał im trochę karmy na parapet. Najadły się i w końcu odleciały, bo uznały, że na pogawędkę nie ma co liczyć. A ludzie próbowali jeszcze się wyspać. Niezbyt się to im udało, a jeszcze nie wiedzieli, że ciekawskie ptaki jutro znowu będą stukały o parapet i znowu spróbują z nimi porozmawiać, żeby przekazać wieści, bo niepokoiły się tym, co widziały w wielkim świecie.

Autor: Ewa Damentka

Szary człowiek – 71

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji były jego jasnozielone oczy, które rozświetlały się gdy padał na nie jeden z nielicznych promieni słońca, którym udało się przebić do szarego miasta. Mężczyzna nie zdawał sobie z tego sprawy, ale w takich chwilach prostował się, jakby zrzucał z ramion niewidzialny ciężar i oddychało mu się dużo lepiej niż zwykle.

Autor: Ewa Damentka

Rybak – 3

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył miniaturową złotą Syrenkę. Była wielkości jego dłoni. Zaskoczony znieruchomiał. Wtedy Syrenka skorzystała z okazji, przecisnęła się przez naderwane oczko w sieci i wskoczyła do wody.

Odpłynęła na bezpieczną odległość i przycupnęła na desce, która nie wiadomo skąd znalazła się na wodzie. Ciekawie przypatrywała się rybakowi, a on przypatrywał się jej. Wreszcie Syrenka wskoczyła do wody i odpłynęła.

Wtedy rybak oprzytomniał i powoli rozpoczął ponowne wyciąganie z wody sieci pełnej ryb. Uważnie patrzył, czy wśród nich nie będzie drugiej Syrenki. Nie było. Zarzucił sieci jeszcze raz i znowu wyciągnął je, gdy były pełne.

Wrócił do domu z bogatym połowem.

Później często przypływał na to łowisko, bo miał nadzieję, że znowu zobaczy małą Syrenkę. Nie wiedział, że ona też przypływała w to miejsce, bo lubiła się mu przyglądać. Fascynował ją, ale była ostrożna i wiedziała, że nie może pozwolić, by ponownie ją złapał.

dla Janusza napisała Ewa Damentka

Był sobie step – 26

Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To czarodziej, który wędrował do ukrytego zamku. Zrezygnował z konia, powozu, lektyki czy choćby latającego dywanu. Postanowił się przejść, by odnowić więź z Matką Naturą, z Ziemią i Niebem. Przejrzyste powietrze i ładne widoki nastrajały optymistycznie. Szedł dziarskim krokiem, gotowy na nową przygodę. Ciekawe, po co wezwali go do siebie mieszkańcy tego zamku?

Autor: Ewa Damentka

Latający dywan – 62

Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał natchnienia. Był muzykiem. Marzył o skomponowaniu symfonii pełnej spokoju, harmonii i nadziei. To właśnie czuł, gdy latał nocą na swoim latającym dywanie i z góry przyglądał się ludziom, ich domom i miastom, w których mieszkali. Jeszcze w górze zapisywał nuty w swoim notesie, a nad ranem, gdy wracał do swojego domu, przepisywał je na czysto. Potem, gdy się budził wczesnym popołudniem, siadał do fortepianu i grał, to co skomponował w nocy. Cały dzień przerabiał, poprawiał swoją partyturę, a następnie wyczekiwał kolejnych ciemnych nocy, by spokojnie wypłynąć na swoim dywanie i zanurzyć w doskonalą harmonię nocy, ciszy, bezpieczeństwa śpiących ludzi i świateł sennych miast

Autor: Ewa Damentka

Natarczywy stukot – 39

Natarczywy stukot wybudzał. Trudno było spać, gdy bladym świtem ptaki dziobały parapet, żeby obudzić ludzi i przypomnieć im, że nastał nowy dzień. Kto to widział, żeby spać, kiedy słońce już oświetla Ziemię. „budzi się dzień, wstawajcie śpiochy” – taką wiadomość zdawały się wystukiwać ptaki na parapetach domów w całym mieście.

Autor: Ewa Damentka

Mężczyzna spacerował – 54

Mężczyzna spacerował samotnie brzegiem morza. W pewnej chwili zaszedł na uroczą, maleńką, dziką plażę. Z pewnym niedowierzaniem rozpoznał ją. Znał ją doskonale, choć nigdy wcześniej na niej nie był. Obchodził ją dookoła, w końcu usiadł na niej i patrzył z niedowierzaniem. Znał każdą kępkę trawy, każde zagłębienie, każdą grudkę piasku. Znajomy był też powiew wiatru znad morza. Był pewien, że za chwilę zza trawy wyjrzy biały królik…

Nagle zawiał wiatr i porwał za sobą falę przypływu, która zalała plażę i siedzącego na niej mężczyznę. Gdy woda wycofała się, zobaczył u swoich stóp piękną muszlę, dokładnie taką, o jakiej śnił. Podniósł ją i zabrał do domu. Na plażę jeszcze wracał czasami. Polubił to miejsce, Myślał sobie, że miło wiedzieć, że czasami sen splata się z rzeczywistością.

Autor: Ewa Damentka