Był sobie step. Szeroki, żółtawo-zielony step. Wielka przestrzeń, która gdzieś na horyzoncie zlewała się z górami sąsiadującymi z niebem. Na środku tej przestrzeni, wśród kępek traw, widać było przemieszczającą się małą kropeczkę. To karawana zdążająca do odległego celu. Na jej czele podążał dowódca, potem poszczególne wozy, a na koniec garkuchnia…
Członkowie tejże karawany mimo świadomości celu swej wędrówki cały czas nie mogli się nadziwić pięknu otaczającego ich stepu.
Autor: Jan Smuga