Leżę sobie spokojnie – 43

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc dziwi mnie to, że właśnie wtedy zerwał się wiatr, który niósł przemianę. Był dość porywczy, ale wiedział, co robi. Przynosił dobrą zmianę. Wietrzył umysł. Nieznośnie pokazywał lepsze jutro. Był gotów ponieść konsekwencję swojego wiania.

Autor: Gwiazdeczka

Leżę sobie spokojnie – 42

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc planuję budzący się dzień. Układam kolejność spraw do załatwienia, tak by jeździć samochodem po mieście jak najkrótszymi trasami, oszczędzając czas i paliwo.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Leżę sobie spokojnie – 39

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc chcę zapalić papierosa zanim zadzwoni. W ten sposób go przechytrzę. Następnie zaparzę kawę i zagram mu na nosie. Kiedy zadzwoni, zaśmieję mu się w twarz i on zrozumie, że jestem już gotowy.

Autor: Gwiazdeczka

Leżę sobie spokojnie – 38

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc nurkuję jeszcze w sen i wracam do Królestwa, które w nocy odwiedziłam. Żegnam się z królem i królową, z młodą księżniczką i jej narzeczonym, z gwardzistami i pokojówkami. Idę do stajni, żeby pożegnać się z końmi i podrzucić garść karmy małemu kucykowi. Rozglądam się po parku i siadam nad brzegiem zamkowego jeziora. Na koniec idę do kuchni i serdecznie dziękuję kucharzom za smakołyki, jakimi mnie częstowali. Chwalę ich pieczone mięsa, mówię, że w moim świecie nie ma tak wspaniałego jedzenia. Pożegnawszy się ze wszystkimi, oddycham głęboko i budzę się. Otwieram oczy i powoli siadam na łóżku.

Moją uwagę przyciąga wspaniały zapach. Na stole widzę duży talerz wypełniony zimnym pieczonym mięsem, różnego gatunku. Część pieczeni w całości, część już pokrojona w plastry. Ostrożnie podchodzę i biorę do ręki plaster mięsiwa. Wącham go i ostrożnie odgryzam kawałek. Smakuje dokładnie jak we śnie. Ze zdziwienia budzi mnie cichutki śmiech. Rozglądam się i widzę kilka malutkich wróżek, które fruwają po pokoju, machają skrzydełkami, i są bardzo uradowane. Jedna z nich przestaje się śmieć. Dyga wdzięcznie i mówi: „To prezent od Krainy Snów, Anonimowa Księżniczko. Wracaj do nas, kiedy tylko będziesz miała okazję”. Dyga jeszcze raz i odlatuje, a za nią lecą pozostałe wróżki.

Kończę jeść kawałek pieczystego, resztę przykrywam ściereczką i wstawiam do lodówki. Idę do łazienki i rozpoczynam swoje codzienne czynności. Przed wyjściem do pracy otwieram lodówkę, żeby sprawdzić, czy talerz mięs nadal w niej jest. Jest!!!

* * *

Gdy wróciłam do domu był również. Następnej nocy nie udało mi się odwiedzić tego Królestwa, ale mam nadzieję, że kiedyś znowu do nich trafię. Na razie pocieszam się przepysznym pieczonym mięsem, które od nich otrzymałam w prezencie.

Autor: Ewa Damentka

Leżę sobie spokojnie – 36

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc sięgam po pilota od telewizora, który leży obok mnie. Włączyłem telewizor i przeskakiwałem z kanału na kanał. Moją uwagę przyciągnął obraz rzeki przepływającej przez las. Poczułem się, jakbym lekko uniósł się i znalazł we wnętrzu tego obrazu. Byłem na drewnianej tratwie, która płynęła z kierunkiem wiatru. Jednocześnie czułem chłód wody, jak i ciepło promieni słonecznych. W pewnej chwili wskoczyłem do wody i zanurkowałem. Na dnie zobaczyłem zatopiony statek oraz pełno złota. Były tam także różne przedmioty o nietypowych kształtach, których nigdy nie widziałem. Podpłynąłem bliżej wodorostów, a tam zobaczyłem lampę Aladyna. Zdumiony wziąłem ją do rąk i potarłem. Po chwili na zewnątrz pojawiła się postać. I nie był to dżin. Była to maskotka, przytulanka.

– Witaj mój drogi – powiedziała do mnie.

– Ty jesteś… – nie dokończyłem.

– Twoim Szczęściem. Dziękuję, że mnie odnalazłeś i uwolniłeś. Zła czarownica wiele lat temu uwięziła mnie w lampie. Osoba, która mnie naprawdę potrzebuje, wierzy we mnie i chce, abym towarzyszyło w jego życiu, może mnie odnaleźć i uwolnić. Tak jak zrobiłeś to ty.

Słuchałem z uwagą i czułem przypływ dobroci, miłości, radości, lekkości…

– Każde z nas może mieć dostęp do siebie, swoich wartości, umiejętności, skarbów, zasobów, pod warunkiem, że wyznaczy sobie taki cel, podejmie działania i będzie postępować w zgodzie z samym sobą. Ty uwolniłeś mnie, ale na świecie jest ukryte mnóstwo istot takich jak ja. Mogą ujawniać się pod różnymi postaciami: zwierząt, wróżek, elfów, bohaterów, mędrców… A im więcej osób będzie ich szukać i będzie chciało je uwolnić, tym życie na ziemi stanie się piękniejsze, radośniejsze i spokojniejsze.

Wkrótce ponownie znalazłem się w łóżku. Promienie słońca coraz bardziej rozświetlały mój pokój, oraz moje serce. Poczułem, że ten dzień przyniesie znaczną zmianę w moim życiu. Na lepsze.

Autor: Sokolik

Leżę sobie spokojnie – 34

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc przytulam budzik i proszę go o zrozumienie. Budzik zawstydzony nieco mówi, że rozumie i chowa się pod kołdrę. Ja przykrywam go razem ze sobą jeszcze bardziej i zapadam w głęboki sen.

Autor: Gwiazdeczka