Latający dywan unosił się nad miastem. Nie był widoczny dla nikogo, gdyż otulała go ciemna noc. Jego pasażer uważnie przyglądał się miastu i oświetlonym budynkom – zarówno pałacom, jak i małym domostwom. Szukał natchnienia. Chciał znaleźć swoje miejsce na Ziemi. Chciał określić siebie, swoją rolę i zadania w życiu. Potrzebował czegoś, co sprawi, że zechce wylądować w konkretnym miejscu i pokochać ludzi, których tam zastanie.
Kiedy przyglądał się temu miastu, miał wrażenie, że jest dużym mrowiskiem, w którym ludzie wykonują sobie tylko znane czynności. Uderzyła go oczywistość, z jaką poruszali się po ulicach, siedzieli przy stołach, rozmawiali…
Poczuł wkrótce, że to mrowisko zaczyna przypominać mu gobelin, żywą tkaninę przyczyn i skutków, konsekwencji ludzkich działań.
Niezauważalnie zapragnął połączyć się z tą żywą tkanką ludzkich codziennych czynności. Jego ręka sama musnęła brzeg dywanu, a usta wypowiedziały polecenie.
Dywan zaniósł go do jego nowego domu. Domu, który od dawna na niego czekał. W salonie rozłożył się na podłodze pod kominkiem i znieruchomiał. Ani drgnął, kiedy mężczyzna na próbę kazał mu gdzieś lecieć. Mężczyzny to nie zmartwiło, chyba nawet tego oczekiwał, bo już wiedział jak ma żyć. Odnalazł swoją misję, swój czas i tempo. Był zespolony ze sobą i światem. Czuł, że stał się taką „zaradną mrówką” w ludzkim świecie. A właśnie na tym bardzo mu zależało.
Autor: Ewa Damentka