Góra lodowa – 8

Góra lodowa postanowiła zwiedzić świat. Oderwała się więc od lądolodu, by swobodnie pływać po morzach i oceanach. Najpierw postanowiła odwiedzić najbliższą okolicę. Gdy wymieniła się ploteczkami z sąsiednimi lodowcami i górami, popłynęła w szeroki świat, szukać nowych doznań i nowych przygód. Wróciła trochę niższa i szczuplejsza, pełna nowych opowieści. Chętnie dzieliła się nimi z lądolodem, lodowcami i innymi górami lodowymi. Po pewnym czasie wyruszyła w nową podróż. Pewnie znowu wróci, by podzielić się z rodziną opowieściami o swoich przygodach.

dla Daniela napisała Brzozowa Bajdulka

Rybak – 50

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył dżina, malutkiego dżina, który siedział na miniaturowym dywanie. Zdziwiony rybak wypuścił sieć z rąk. Dżin wyciągnął noż i ją przeciął.

Ryby skorzystały i jedna za drugą wyskakiwały z sieci do morza. A dżin dotknął frędzli swojego dywanu i zaczął rosnąć. Rósł on, a dywan razem z nim. Unosił się nad łodzią i uważnie przypatrywał się rybakowi. Potem spojrzał na sieć. Nie było w niej żadnej ryby.

Machnął ręką i sieć naprawiła się. „Zarzuć ją ponownie” – powiedział, patrząc na rybaka, po czym pogładził swój dywan i uniósł się wysoko, wysoko.

Szybko zniknął za chmurami, a zdziwiony rybak zarzucił sieć. Połów był obfity, ale tym razem, już nie przyglądał się temu co złowił. Z zaciętą miną pomyślał, że jeśli w sieci znajdzie się kolejny dziwoląg, to go sprzeda na targu razem z rybami.

Autor: Merlinek

Rybak – 44

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył maleńką Złotą Rybkę, w złotej koronie. Ostrożnie wyplątał ją z sieci i wpuścił do wody. Rybka powiedziała cichutko:

– Czekaj, czekaj, a życzenie?

– Co mogę jeszcze dla ciebie zrobić moja maleńka? – zapytał życzliwie rybak.

– Myślałam, że chcesz, żebym spełniła twoje życzenie, w zamian za życie, które mi właśnie uratowałeś.

– Dziękuję rybko, mam wszystko, czego potrzebuję.

– Ooooo…. – rybka nie wiedziała co powiedzieć.

Stary rybak popatrzył na nią z miłością i dodał:

– Proszę uważaj na siebie. Chciałbym, żebyś żyła długo, zdrowo i szczęśliwie.

– Czy to mam potraktować jako twoje życzenie? – zapytała zdziwiona rybka.

– Jeśli chcesz to tak. Chciałbym, żebyś była zdrowa i długo żyła. Żebyś umarła ze starości, w miejscu, które lubisz, w którym chcesz przebywać.

– Masz prawo do innych życzeń, czy naprawdę nie chcesz niczego dla siebie?

– Mogę mieć drugie życzenie?

– Tak.

– To chcę, żeby wszystkie Złote Rybki w tym świecie odzyskały wolność, jeśli to możliwe. My, ludzie, sami potrafimy spełniać nasze marzenia, a was bardzo przetrzebiliśmy. Chciałbym, żebyście były pod ochroną.

Morze zafalowało i wyłonił się z niego Neptun, żeby przyjrzeć się człowiekowi, który tak rozmawiał ze Złotą Rybką, którą przed chwilą on pieczołowicie umieścił w jego sieci.

Rybak nisko się mu pokłonił i skromnie dodał:

– To jest moje marzenie, oczywiście wiem, że wy macie swoje przeznaczenie, więc jeśli moje życzenia są z nim sprzeczne, to je po prosu zignorujcie.

Neptun uśmiechnął się i skinął głową. Wziął w ręce Złotą Rybkę. Przemienił ją w małego chłopca i postawił delikatnie na pokładzie kutra.

– Rybaku, proszę zaopiekuj się nim parę dni. Chciałbym, żeby on był z tobą cały czas, obserwował cię i uczył się od ciebie pokory, skromności, mądrości i olbrzymiej życzliwości. To wielki skarb.

Rybak uklęknął przed chłopczykiem i zapytał:

– Jak masz na imię?

– Jaś – cicho wyszeptało maleństwo.

– Chcesz trochę pomieszkać ze mną i moją żoną?

– Tak.

Rybak spojrzał na Neptuna i powiedział:

– Zgadzam się. Będziemy codziennie wypływać na morze, więc będziesz wiedział, gdzie nas znaleźć, kiedy zechcesz przerwać naukę.

Neptun uśmiechnął się i zniknął pod wodą, a rybak z chłopczykiem wrócili do domu. Z czasem Jaś dorósł, zmężniał, stał się dorosłym Janem i zupełnie zapomniał o tym, że kiedyś był Złotą Rybką.

Neptun obserwował go z oddali i wyglądał na bardzo zadowolonego. Stary Rybak też cię cieszył, bo młodzieniec okazał się dla niego podporą i wspaniałym opiekunem. Troskliwie zajmował się nim i jego żoną, a gdy wypływali na morze, zawsze wracali z sieciami pełnymi ryb. Mieli co jeść, i mieszkali coraz wygodniej.

Kochająca się rodzina i bezpieczne, dostatnie życie, to wszystko, o czym marzył stary rybak. Nawet nie domyślał się, że właśnie to życzenie odczytał w jego sercu Neptun i właśnie dlatego podesłał mu tę maleńką Złotą Rybkę do sieci. Po to, żeby ją wyjął i się nią zaopiekował. Zyskali wszyscy: rybak, jego żona, Jaś, obecnie dorosły Jan, i pozostałe Złote Rybki.

Kiedy Rybak z żoną wyruszą w ostatnią podróż, w zaświaty, to Jan przypomni sobie, że jest Złotą Rybką i będzie mógł wybrać, czy zostać na ziemi jako człowiek, czy wrócić do morza do swoich. Każdy wybór będzie dobry i właściwy. Właśnie dlatego uśmiechał się Neptun. Był zadowolony i dumny z siebie, gdyż była to jedna z jego najlepiej wymyślonych, przygotowanych i wykonanych akcji.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Leżę sobie spokojnie – 3

Leżę sobie spokojnie i wolniutko otwieram oczy. Znajduję się gdzieś pomiędzy jawą a snem. Leniwie zerkam na zegarek. Jest wcześnie. Budzik zadzwoni dopiero za kwadrans, więc odwracam się na drugi bok i śpię dalej. Może jeszcze zdążę zobaczyć szczęśliwe zakończenie tej pięknej historii, która mi się śniła. Bardzo chciałabym być tam, w sennym baśniowym świecie. Niestety, poczucie obowiązku powoli, ale nieubłaganie budzi mnie i mówi – „najpierw obowiązki, a potem przyjemność. Wieczorem znowu pójdziesz spać”. Próbuję z nim dyskutować, ale nie jestem zbyt przekonująca. Sama to widzę. Wreszcie dzwoni budzik i teraz to już naprawdę muszę wstać. Zastanawiam się przelotnie, czy można zaprogramować sen, żeby w nocy wrócić do tej pięknej opowieści, i wyskakuję z łóżka. Szybko wykonuję rutynowe czynności – łazienka, mycie, ubieranie się, śniadanie… Zanim wyjdę do pracy, jestem jak zwykle przytomna i uśmiechnięta. Nowy dzień, nowy wir działań. Wieczorem zapominam, co chciałam rano. Kładę się spać i szepczę: „nieważne co będzie się śniło, ważne żebym była wypoczęta”.

dla Patrycji napisała Brzozowa Bajdulka

Drzewo Życia – 15

Drzewo Życia rosło wielkie i rozległe. Jego pień był silny i mocny, gałęzie obejmowały cały świat, a korzenie sięgały głęboko i daleko. Obejmowały całą kulę ziemską i łączyły ze sobą wszystkie korzenie i korzonki. Każda roślina była w kontakcie ze sobą samą i dowolną inną rośliną – mchem, trawą, kwiatem, krzakiem czy drzewem. Ziemia przyglądała się temu ze zrozumieniem i dbała o swoje dzieci, o zielone płuca całej planety.

dla Andrzeja napisała Brzozowa Bajdulka

Rybak – 33

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył Napoleona, prawdziwego Napoleona w dużej zalakowanej butelce…

On sam nie przepadał za tym trunkiem, jednak jego syn go uwielbiał. Zwykle rybak kupował go dla niego w sklepie z okazji świąt czy imienin. Teraz miał przed sobą butelkę dużo większą, niż zwykle widywał. Miała chyba ze trzy litry, była dobrze zalakowana i wyjątkowo świetnie prezentowała się, zupełnie jakby nie leżała w morzu.

Rybak skończył wyciąganie ryb z wody. Potem wyciągnął butelkę Napoleona i zerknął, czy jeszcze coś niezwykłego wypatrzy w swojej sieci. Nie wypatrzył, więc butelkę zaniósł do kajuty i schował w żelaznej skrzyni.

Ponieważ jest człowiekiem ostrożnym i przezornym, nie otworzył jej i nie otwiera do dziś. Jego żonę bardzo to cieszy. Nawet syn, miłośnik Napoleona, patrzy na tę butelkę podejrzliwie.

Robią dobrze, choć nie zdają sobie z tego sprawy. W butelce został zaklęty zły duch, który bardzo chce pohulać i znowu niszczyć Ziemię i jej mieszkańców.

Uciekając przed Merlinem przyjął postać butelki Napoleona i wtoczył się do morza. Będzie uwolniony wtedy, gdy jakiś człowiek otworzy butelkę, a tu rybak wcale butelki otwierać nie chce, więc demon ma kłopot. Nawet większy niż sądzi, bo do chatki rybaka zmierza Merlin z Babcią Jagą, gdyż dotarła do nich wiadomość od rybaka, który kiedyś był ich uczniem. Już niedługo sami obejrzą tę dziwną butelkę Napoleona.

Demonowi na pewno nie spodoba się ich wizyta i jej konsekwencje. Na razie jednak nic nie może zrobić, bo rybak zamknął go w żelaznej skrzyni, a klucz do niej stale nosi przy sobie.

Autor: Archiwista SC

Rybak – 27

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył wodnika, który srebrnym nożem rozcinał sieć i wypuszczał ryby z powrotem do wody…, a po chwili wraz z innymi wodnikami wskoczył na pokład i wyrzucali do wody wszystkie ryby, które na nim znaleźli.

Rybak przyglądał się temu ze zdziwieniem. Powiedział, że rozumie, że teren jego łowiska jest teraz pod kontrolą wodników. Poprosił ich o wskazanie miejsca, w którym może bezpiecznie łowić i nie wzbudzi ich niezadowolenia.

Jego pokora spodobała się wodnym panom i po krótkim namyśle pokazali mu miejsca, w których nie będą mu przeszkadzać. On zaś obiecał, że już nigdy nie wypłynie na dzisiejsze łowisko, więc ich podopieczni będą bezpieczni.

Porozmawiali jeszcze chwilkę i rozstali się w zgodzie.

Rybak bardzo chciał się podzielić z żoną swoją przygodą, ale musiał poczekać do późnego wieczora, bo okazało się, że ona przeżywała własną.

Kiedy dotarł do domu, zobaczył gęste burzowe chmury nad wioską i ulewny deszcz. Tylko jeden dom był oświetlony słońcem, chmur nad nim nie było, a deszcz go omijał. Był to jego dom.

Gdy zdziwiony wszedł do środka, zobaczył, że żona herbatą i ciastem własnej roboty podejmuje gości – płanetników z chmur zacumowanych nad wioską. Rybak włączył się do rozmowy. Jako gospodarz zapytał, czy może goście mieliby ochotę na kieliszek wina.

Ponieważ rozmowy się przeciągnęły, zrobił talerz kanapek, które płanetnicy z zapałem spałaszowali. Odlecieli późnym wieczorem.

Rybak z żoną popatrzyli sobie głęboko w oczy, usiedli w wygodnych fotelach i zaczęli opowiadać, co się im przytrafiło w ciągu dnia.

Od tego czasu słuchali uważnie ludzkich opowieści i nie wyśmiewali tych, które wydawały się niedorzeczne, niemożliwe, zbyt dziwne by mogły się wydarzyć.

Od tego dnia zyskali też nowych przyjaciół. Płanetnicy wpadają do nich od czasu do czasu na herbatkę, a rybak pływa na stare łowisko po to, żeby porozmawiać wodnikami.

O swoich przygodach nie opowiedzieli nikomu, bo sądzili, że ludzie im nie uwierzą. Pewnie byliby bardzo zdziwieni, gdyby odkryli, ile tajemnych przygód przeżyli również ich sąsiedzi.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Rybak – 17

Rybak wyciągał z wody ciężką sieć. Wśród miotających się ryb zobaczył butelkę z chyboczącym się korkiem, spod którego wydobywał się biały dym. Szybko wcisnął korek w butelkę i mocno trzymał. Dżin próbujący wydostać się z butelki osłabł i przykucnął na jej dnie.

– Rybaku, dziękuję za twoją czujność i szybką akcję – odezwał się Merlin, który przed chwilą zmaterializował się na rybackim kutrze.

Rybak spojrzał na niego z szacunkiem i podał mu zaczarowaną butelkę. Merlin wziął ją do ręki. Zalakował korek, a szklaną butelkę razem z korkiem otoczył gęstą żelazną siatką.

– Zabieram go do nowego więzienia. Na szczęście trudno mu będzie stamtąd uciec. Ale też będziemy go uważnie pilnowali.

Stary rybak popatrzył z sympatią na czarodzieja i powiedział:

– Dziękuję, że chronisz mnie, moją rodzinę, nas wszystkich. I dziękuję, że mówisz nam, na co zwracać uwagę. Bez twoich rad już byłbym łupem tego dżina.

– Na szczęście jesteś uważny i sam siebie uratowałeś – uśmiechnął się Merlin i dodał:

– Razem ze starszyzną przyjdź do pałacu w sobotę wieczorem. Król przekaże wam nowe wiadomości. Mogą być bardzo przydatne.

Obydwaj uśmiechnęli się do siebie i rybak wrócił do wyciągania sieci ze swoim połowem, a Merlin do pałacu, by w lochach zamknąć kolejnego groźnego przestępcę.

Autor: Archiwista SC

Szary człowiek – 72

Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji była biblioteczka z kolorowymi grzbietami książek. Oczywiście wszystkie książki miały kolorowe okładki, ale to właśnie ich grzbiety widywał na co dzień i im się uważnie przyglądał, gdy wyciągał kolejną książkę, z którą chciał spędzić wieczór. Lubił kryminały i powieści sensacyjne. Uwielbiał, kiedy autorzy go zaskakiwali pomysłowością i zupełnie nieoczekiwanymi zbiegami okoliczności. Przerywał wtedy czytanie i wracał do początku, żeby zobaczyć, kiedy rozpoczęła się komedia pomyłek i ile razy akcja zmieniała się diametralnie. Chciał przyłapać autora lub autorkę na pomyłce i gdy to mu się nie udawało, to kręcił głową ze zdziwieniem i podziwem jednocześnie i wracał ponownie do lektury.

Autor: Zyta

Kiedyś dawno dawno temu – 100

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Babcia siedząca w kącie patrzyła z troską, bo wiedziała, że niedługo skończy się drewno na opał i już nie będzie wesołego ognia w kominku, no i w spiżarce same pustki…

Nie wiedziała, jak sobie poradzą, jak zadbają o samych siebie i o maleństwo.

Jednak nie mówiła o swoich zmartwieniach, bo nie chciała psuć tej magicznej chwili pełnej miłości i nadziei, że wszystko dobrze się ułoży.

Autor: Jęczyduszka