Szary człowiek mieszkał w szarym mieście. Jego szare dni mijały jeden po drugim, niezauważalne w swojej szarości. Jedynym kolorowym akcentem jego szarej egzystencji był malutki braciszek, którym się opiekował pod nieobecność rodziców.
W drodze z pracy do domu zachodził do przedszkola, skąd odbierał malca. Spędzał z nim cale popołudnie, a wieczorem przychodziła po niego ciotka.
Czas spędzony z maluszkiem był niezwykły, barwny i wzruszający. Szary człowiek całkiem poważnie rozmyślał o tym, że gdy rodzice wrócą z sanatorium, to zaproponuje im, że przynajmniej raz w tygodniu zabierze braciszka do siebie, żeby oni mogli wspólnie spędzić czas.
Nie kierowały nim pobudki altruistyczne, żeby pomóc rodzicom, o nie… On po prostu bardzo polubił tego małego człowieka i cierpiał na myśl, że ich kontakt znowu się rozluźni, gdy rodzina wróci do starego, przedsanatoryjnego rytmu, do swojej szarej codzienności.
Autor: Siostrzyczka